W odległych częściach frakcji błogosławionych wrzało niczym w ulu, zacznijmy od Tygriusza i jego powiązań...
Dumny i groźny Rakszasa, siedział na złotym tronie w przeraźliwie cichym pałacu. Nic nie śmiało przerwać onej grozy jaką spowity był przybytek, po chwili z gardła Tygriusza wydobył się złowrogi, ciężki mruk podobny do warknięć dużego kota.
Mieszał czerwoną ciecz w przeźroczystym kielichu i wbijał swoje nienaturalnie złote oczy w ciało pandołaka...
-Seizetsu -odezwał się w końcu. -Zapewniałeś mnie, że mamy Go po swojej stronie.
-Bo tak jest mój panie. Nie wiem, co mogło się stać że nie dotarł na miejsce. To wręcz niemożliwe. -przyznał likantrop. -Ruszę w tamtym kierunku i zobaczę co...
-Nie! -wrzasnął Tygriusz obnażając swoje kły. Seizetsu skulił się w sobie, jakby chciał ukryć się we własnym ciele. Rakszasa przechylił kielich. -Nie... Ten cały łowca jest poszukiwany listem gończym, przez Twoją nieuwagę. -warknął.
Pandołak czuł jak mu serce podchodzi do krtani, pomimo tego wydusił z siebie ciche i jakże pokorne pytanie;
-Jaką karę mi wyznaczysz?
-Karę? -Tygriusz uniósł w zdumieniu brwi, aż mu się czarne paski na błękitnym futrze wygięły. -Seizetsu, jesteś najlepszym agentem jakiego mam. Przynajmniej jednym z najlepszych, jak to się mówi "Nie myli się ten, co nic nie robi" Ruszysz w inną stronę z innym zadaniem.
Seizetsu położył dłoń na swojej piersi i skłonił się pokorniej.
-Okazujesz mi niezwykłą łaskę Mój panie. Co mogę dla Ciebie zrobić?
Wyciągnął leniwie wolną łapę i zrobił swój szacher macher, by w dymie ukazał się punkt docelowy wyprawy Seizetsu.
-Jako, że zdecydowanie lepiej idzie Ci na gruncie Diabolików, wrócisz morzem do onej frakcji. Po drodze zatrzymasz się na wyspach księżycowych, które zamieszkują Yuu-tsuki. Tam zdobędziesz ampułkę krwi. Nie wiem gdzie ona jest, więc musisz ją odnaleźć za wszelką cenę.
Po Seizetsu przeszedł dreszcz, przeląkł się myśli Tygriusza domyślał się do czego ten artefakt będzie mu potrzebny. Jednak jaki miał wybór?
-Jeżeli nie podołam, to zginę próbując. -zapewnił oddanie. -Co mam dalej zrobić w razie przejęcia artefaktu?
-Płynąć do Diabolikanowa. -Rakszasa zacisnął łapę rozpraszając wizerunek wysp księżycowych i fiolki krwi po czym zakręcił swoje kocie wąsiska. -Jeżeli tutaj wszystko mi się powiedzie, dołączę do siebie. Muszę mieć nad Tą sprawą osobisty nadzór, rozumiesz? -wychylił resztę czerwonego płynu, a oczy jego zalśniły złowrogo.
-Rozumiem wasza miłość. Pozwól więc, że przyszykuje się do podróży.
Tygriusz wywinął łapę i machnął jakby odganiał nieznośną muchę.
-Dobrze powiedziane, o ile Ci się uda... -zarechotał, a jego śmiech zaraz odbił się echem w złotych komnatach.
***
Niewiele, bo kilka dni wcześniej stolicę frakcji nawiedziła Pani Światła, pospiesznie wróciła z objazdu swoich włości i z wielkim niepokojem przyglądała się miastu zza kryształowych okien.
-Coś Cię niepokoi? -zagadnął delikatnie Kołbug.
-Hmf -odparła fuknięciem, nie spoglądając na przyjaciela. Kiedy jednak usilnie wbijał wzrok w jej jasne, wręcz boskie oblicze, które pomimo upływających lat nie zmieniło się za bardzo. Odetchnęła przymykając głębokie, szmaragdowe oczy.
-Coś Cię niepokoi? -zagadnął delikatnie Kołbug.
-Hmf -odparła fuknięciem, nie spoglądając na przyjaciela. Kiedy jednak usilnie wbijał wzrok w jej jasne, wręcz boskie oblicze, które pomimo upływających lat nie zmieniło się za bardzo. Odetchnęła przymykając głębokie, szmaragdowe oczy.
-Dziwie się, że sam tego nie widzisz. -mruknęła i odeszła od okna.
-Uuu... czy mi się wydaję, czy znów poczułaś coś w końcu? -zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć nutkę ekscytacji. Spojrzała na niego szorstko.
-Coś sugerujesz? -jej głos wyraźnie się oziębił i znacznie wyostrzył, gdyby mogła poraniłaby nim Nefe, który przyglądał się ciekawie władczyni, jak gdyby z zadowoleniem głaszcząc się po siwej bródce.
-Uuu... czy mi się wydaję, czy znów poczułaś coś w końcu? -zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć nutkę ekscytacji. Spojrzała na niego szorstko.
-Coś sugerujesz? -jej głos wyraźnie się oziębił i znacznie wyostrzył, gdyby mogła poraniłaby nim Nefe, który przyglądał się ciekawie władczyni, jak gdyby z zadowoleniem głaszcząc się po siwej bródce.
-Ależ skąd, po prostu odwykłem od Twoich niepokoi. -stwierdził swobodnie. -Co Cię trapi?
-Smród zakłamania. Gdzieś w tym mieście, coś się czai. Pod moim nosem! -uderzyła płaską dłonią w szafirowy dzban, który tym samym rozbiła.
-Pod latarnią zawsze najciemniej. Już, już... -Kołbug, podszedł do stłuczonego naczynia, ociekającego perlistą posoką. -Zraniłaś się. -zauważył.
Mruknęła coś pod nosem i wyszła z pomieszczenia, dopiero kiedy końcówki jej mlecznych włosów zniknęły Nefe westchnął, zabierając się do naprawy szkód. Choć swego czasu był wojownikiem, to jego artystyczna dusza płakała kiedy widział krzywdę ślicznych błyskotek.
Zastanowił się chwilę, wszak dzban był z minerału szlachetnego, nie powinien tak łatwo pęknąć, przecież to nie kryształ napuszczony błękitną barwą. Przeszło mu przez myśl, że Ambrliel się starzeje, jednak zaraz potrząsnął głową wyrzucając te myśli z głowy.
Następnym co mu przyszło na myśl, to powaga sytuacji. Choć był zaufanym druhem Pani Światła, nie był wstanie odgadnąć większości jej myśli, nie posiadał też zdolności wyczuwania takiego niebezpieczeństwa - w końcu nie był aniołem...
-Smród zakłamania. Gdzieś w tym mieście, coś się czai. Pod moim nosem! -uderzyła płaską dłonią w szafirowy dzban, który tym samym rozbiła.
-Pod latarnią zawsze najciemniej. Już, już... -Kołbug, podszedł do stłuczonego naczynia, ociekającego perlistą posoką. -Zraniłaś się. -zauważył.
Mruknęła coś pod nosem i wyszła z pomieszczenia, dopiero kiedy końcówki jej mlecznych włosów zniknęły Nefe westchnął, zabierając się do naprawy szkód. Choć swego czasu był wojownikiem, to jego artystyczna dusza płakała kiedy widział krzywdę ślicznych błyskotek.
Zastanowił się chwilę, wszak dzban był z minerału szlachetnego, nie powinien tak łatwo pęknąć, przecież to nie kryształ napuszczony błękitną barwą. Przeszło mu przez myśl, że Ambrliel się starzeje, jednak zaraz potrząsnął głową wyrzucając te myśli z głowy.
Następnym co mu przyszło na myśl, to powaga sytuacji. Choć był zaufanym druhem Pani Światła, nie był wstanie odgadnąć większości jej myśli, nie posiadał też zdolności wyczuwania takiego niebezpieczeństwa - w końcu nie był aniołem...
-Czy jej wysokość Ambriel, jest w nastroju na przyjęcie gościa? -zapytała ślicznie wyglądająca, mała istotka na kozich nóżkach i o popielatych włoskach, sądząc po wielkości zarostu na piersi - była to przedstawicielka płci kobiecej, rasy Diasu.
Diasu, prawdopodobnie kiedyś były kózkami górskimi zamieszkującymi tutejsze tereny i zajmującymi się kryształowymi grotami. Teraz zamiast odpędzać intruzów, czy wróżyć ze swoich stawów zajmowały się służbą u bogatych obywateli. Najczęściej można spotkać Diasu jako pokojówki.
-Zaraz zobaczę. -westchnął zrezygnowany Kołbug. -A kto przyszedł? -zapytał, chyba bardziej od niechcenia niż z ciekawości czy konieczności obowiązku. Bo choćby to był sam Demilicz, jeżeli Ambriel nie miałaby ochoty musiałby pocałować klamkę.
-Przedstawiła się jako Bendis i mówi, że ma coś ważnego do przekazania. Upiera się by widzieć się z panią Ambriel.
Kołbug zmarszczył czoło, coś mu mówiło to imię. Nagle skoczył i pobiegł do Ambriel, którą nakrył na kopulowaniu z jakimś stworzeniem, przechylił głowę w zdumieniu, bo za nic w tej pozie nie mógł odgadnąć do jakiego gatunku należy ten nieborak.
Zaraz poczuł za sobą czyjąś obecność i lekkie szturchnięcie w ramię;
-A gdzie to ma głowę? -zapytał ewidentnie kobiecy głos. Kołbug z trudem oderwał wzrok i podniósł go na gościa. Wypchnął niedelikatnie kobietę za drzwi.
-Bendis, zapomnij o tym najlepiej. -polecił, a zaczerwieniona dziewczyna bawiła się w zakłopotaniu swoimi alabastrowymi włosami.
-Już zapomniałam. -zapewniła i odetchnęła. -Jak skończy to powiedz, że na nią czekam. -z tymi słowy położyła swój korbacz w jego rękach.
-Jestem na to za stary... -wystękał uginając się pod jego ciężarem. -A mogę wiedzieć w czym rzecz? -zapytał i odłożył narzędzie mordu na przeznaczonym na to haku.
-Ktoś wykradł informacje, jakie miała nam przekazać Ambriel.
-Skąd wiesz?
Spojrzała na niego podejrzliwie popielatymi oczami. Podniósł łapy do góry.
-Dobra, idę stracić głowę. -odetchnął i pociągając za klamkę od pokoju Ambriel nieomal nie dostał głową jej zużytego kochanka. -Na zbuki Behemota i wymiociny Topielca!
-Po co bez pukania włazisz? -zapytała jak gdyby nigdy nic Ambriel opuszczając miecz, mając jeszcze po między udami lędźwie kochanka.
-Bo przyszła Bendis mówi, że to pilne.
-Skoro przyszła osobiste to na pewno. -pani światła, zlizała krew zamordowanego ze swoich ust i zaraz była gotowa by wyjść. Dopiero kiedy minęła go w drzwiach, spojrzał na głowę trupa Lupinianin. Wzdrygnął się, ale cieszył się że tym razem był to nader piękny błogosławiony, a nie coś co znalazła po drodze...
Diasu, prawdopodobnie kiedyś były kózkami górskimi zamieszkującymi tutejsze tereny i zajmującymi się kryształowymi grotami. Teraz zamiast odpędzać intruzów, czy wróżyć ze swoich stawów zajmowały się służbą u bogatych obywateli. Najczęściej można spotkać Diasu jako pokojówki.
-Zaraz zobaczę. -westchnął zrezygnowany Kołbug. -A kto przyszedł? -zapytał, chyba bardziej od niechcenia niż z ciekawości czy konieczności obowiązku. Bo choćby to był sam Demilicz, jeżeli Ambriel nie miałaby ochoty musiałby pocałować klamkę.
-Przedstawiła się jako Bendis i mówi, że ma coś ważnego do przekazania. Upiera się by widzieć się z panią Ambriel.
Kołbug zmarszczył czoło, coś mu mówiło to imię. Nagle skoczył i pobiegł do Ambriel, którą nakrył na kopulowaniu z jakimś stworzeniem, przechylił głowę w zdumieniu, bo za nic w tej pozie nie mógł odgadnąć do jakiego gatunku należy ten nieborak.
Zaraz poczuł za sobą czyjąś obecność i lekkie szturchnięcie w ramię;
-A gdzie to ma głowę? -zapytał ewidentnie kobiecy głos. Kołbug z trudem oderwał wzrok i podniósł go na gościa. Wypchnął niedelikatnie kobietę za drzwi.
-Bendis, zapomnij o tym najlepiej. -polecił, a zaczerwieniona dziewczyna bawiła się w zakłopotaniu swoimi alabastrowymi włosami.
-Już zapomniałam. -zapewniła i odetchnęła. -Jak skończy to powiedz, że na nią czekam. -z tymi słowy położyła swój korbacz w jego rękach.
-Jestem na to za stary... -wystękał uginając się pod jego ciężarem. -A mogę wiedzieć w czym rzecz? -zapytał i odłożył narzędzie mordu na przeznaczonym na to haku.
-Ktoś wykradł informacje, jakie miała nam przekazać Ambriel.
-Skąd wiesz?
Spojrzała na niego podejrzliwie popielatymi oczami. Podniósł łapy do góry.
-Dobra, idę stracić głowę. -odetchnął i pociągając za klamkę od pokoju Ambriel nieomal nie dostał głową jej zużytego kochanka. -Na zbuki Behemota i wymiociny Topielca!
-Po co bez pukania włazisz? -zapytała jak gdyby nigdy nic Ambriel opuszczając miecz, mając jeszcze po między udami lędźwie kochanka.
-Bo przyszła Bendis mówi, że to pilne.
-Skoro przyszła osobiste to na pewno. -pani światła, zlizała krew zamordowanego ze swoich ust i zaraz była gotowa by wyjść. Dopiero kiedy minęła go w drzwiach, spojrzał na głowę trupa Lupinianin. Wzdrygnął się, ale cieszył się że tym razem był to nader piękny błogosławiony, a nie coś co znalazła po drodze...
**
-Jak to, informacje przechwycone? -zapytała Ambriel.
-No tak to, goniec dotarł do nas niedawno. Pieczęć była zerwana, część informacji nie do odczytania, widać, że pieczęć zrywał ktoś nierozgarnięty. Zostawił swój wizerunek -z tym słowem podała Ambriel kartkę z wizerunkiem podejrzanego. Szatyn o zielonych oczach, samo to było podejrzane, jednak sądząc po rysach to człowiek w sile wieku.
-Moi szpiedzy powiązali go z masakrą w Koer-kibuvits. To Leiru Vadasz, jest synem po ojcu łowcy i matce Rozmownej, to jest; potrafiła rozmawiać ze zwierzętami.
-Ciekawa rodzinka. -przyznała Ambriel. -Skoro, to potomek łowcy i wykradł informacje. Niezwłocznie wyślę za nim list gończy. A co, do wieści ode mnie... Jak u was po krwawej pełni?
-Było całkiem spokojnie, nic z gór nie przeszło na naszą stronę. -przyznała Bendis.
-Ciekawa rodzinka. -przyznała Ambriel. -Skoro, to potomek łowcy i wykradł informacje. Niezwłocznie wyślę za nim list gończy. A co, do wieści ode mnie... Jak u was po krwawej pełni?
-Było całkiem spokojnie, nic z gór nie przeszło na naszą stronę. -przyznała Bendis.
-Wracaj tam jak najszybciej i o wszystkim mnie informuj. -rozkazała ostro. A potem już jakby do siebie powtórzyła. -Vadasz... -coś to nazwisko jej mówiło, ale co?...