sobota, 1 grudnia 2018

Kryształowe miasto 3/3

Łowczyni przykazała treserowi, nie przerywać jej podczas snucia opowieści. Zaintrygowało go to i siadając oparł się o barierkę tarasu.
-No więc tak, jak już wspomniałam to miasto zyskało przydomek "kryształowego" od jego założycieli. Byli to przedstawiciele kryształowych konstruktów, nie pytaj mnie potem jak funkcjonują bo nie wiem i zgaduję, że mało kto jest wstanie to rozgryźć. Mieszkali tu, zapewne jeszcze przed przebudzeniem bestii. -bardziej rzuciła to jako niepewną ciekawostkę, niż sprawdzony fakt. Szturchnęła nagle Leiru szpicem buta, treser wstał, a Tilki wskazywała mu jakiś punkt ręką, odwrócił się w rzeczoną stronę.
-Tam są góry lodu, a właściwie koniec ich łańcucha. -powiedziała, stali niemalże na przeciw nich, najpotężniejszych gór jednych z niewielu jakie zachowały się z początków świata. Łowiecki potomek, musiał zamknąć swoje usta, przysuwając żuchwę do szczęki, bo oto najpotężniejsze z tworów natury, tkwiły przed jego oczami jako rosnące z pokruszonych gór do wielkości dużych wzniesień w ginące w dali sine masywy.
Stanęła w rozkroku i wyciągnęła ręce wzdłuż swojego ciała:
-Zarówno to co jest tam, tu i w tamtą stronę... -wskazała odległą, ledwie majaczącą w promieniach zachodzącego słońca skałę. -To pozostałości wielkiego Ejderaha - przynajmniej, my go tak określamy. -widząc z deka niezrozumiałe spojrzenie Leiru, postanowiła zagłębić się w tę historię. -Bestia, którą obudziła chciwość istot z powierzchni.Ten potężny gad, który spowodował zmiany na całym świecie, nazywamy go Ejderahan, co oznacza Ten który powróci. Wszystkie granice jakie istnieją teraz, oddzielające cztery frakcje, powstały w momencie w którym Ejderaha upadł.
W tym momencie Leiru się nie powstrzymał:
-Czyli góry lodu, tamta góra...
-Tak... to jego kości grzbietowe. To miasto, zostało wzniesione na jednym z jego żeber. -powiedziała poważnie. -Szpik jego kości, pozwolił przetrwać kryształowcom, w nowym świecie.
To czego dowiedział się treser wywołało u niego szok, cóż nie znał tej części historii. Tak po prawdzie to miał wątpliwości czy w nią wierzyć, ale z drugiej strony nie miał powodów by nie zawierzyć słowom Tilki. Jednak postanowił podejść ostrożnie do nowo nabytej wiedzy:
-Skoro to prawda, to czemu o tym nie uczą?
-To proste, zapomnieli albo uważają to za nie ważne. Słyszałeś o czymś takim jak Gwiezdna ruda, ruda bogów? -podała dwa warianty odpowiedzi, bowiem każda nacja miała tendencje do tego, by inaczej przezwać owy materiał.
-Zakazany materiał? -zapytał Leiru. -Nawet dziecko wie co przez to się stało. -prychnął.
-No i dobrze, już kiedy trwała wojna pomiędzy rasami Gwiezdna ruda została zakazana, a kiedy pokój ogarnął świat oznajmiono, że nie ma więcej żył i uznali to za krew Ejderaha.
Leiru, pokiwał twierdząco głową.
-A co jeżeli powiedziałabym Ci, że w tych górach i w pozostałościach kości Wielkiej bestii znajdują się wciąż jej pokłady, a władze frakcji tają ją przed zwykłymi obywatelami, zlecając jej poszukiwania ścisłemu gronu w gildiach magicznych i sobie potrzebnych hufcach?
Leiru spojrzał na nią bystrze, w głowie zapaliła mu się czerwona lampka. Gdzieś z tyłu głowy pojawiło się wspomnienie o zapieczętowanej wiadomości w ciele pryzmatycznego wróbla.
Treść wiadomości jaką odczytał wtedy, pokrywała się znacznie ze słowami Tilki. Nie chciał jednak, się na razie odsłaniać, więc ugryzł się w język.
Założył ręce na piersi.
-Odparłbym, że to ciekawa teoria, a następnie zapytał skąd taki pokład wiedzy u postronnej osoby?
Tilki, przymknęła oczy.
-Wśród łowców to powszechna wiedza. -rzuciła lekko i wzruszyła ramionami. Leiru spodziewał się jakieś rewelacji, jak na przykład tego, że mają na dworze Pani Światła swoją wtykę. Tym czasem łowczyni rzucił dość wymijająco i obojętnie swoje twierdzenie, zupełnie tak, jakby było to coś oczywistego.
-No to ciekawe macie podręczniki. -zażartował sobie.
Tilki, nic na to nie odparła, jedynie odwróciła się w kierunku miasta, a jej wzrok błądził po ulicach, jakby doskonale widziała w gęstniejącym mroku, rozpraszanym przez rozmywające się z tej wysokości światło migotliwych kwiatów, a teraz występujących z ukrycia grzybów.
-Ho, ho... będziesz miał nie miłą niespodziankę. -stwierdziła.
Leiru zbliżył się do niej i dostrzegł, że jej lśniące złote oczy, miały poblask niby to płynnej rozgrzanej siarki.
-Co takiego wypatrzałaś? -zapytał przechylając się wraz z nią za barierkę.
-Widzisz... -wskazała palcem na lewo. -Te zielone zbroje i liściaste płaszcze?
Nie był pewny czy wzrok nie płata mu figli, zmrużył oczy i wpatrzył się we wskazany przez dziewczynę punkt. To chyba było to, zdawało mu się że pod świecącymi kwiatami przemieszcza się równym krokiem kilku lekkozbrojnych istot. Dostrzegł migoczące zbroje, które odbijały światło latarni.
-Skąd Twoja pewność, że idę po mnie? -zapytał.
-Bo Ejja, jest na czele. Jest dowódcą gwardii miejskiej. -wyjaśniła. -A że idą po Ciebie wnioskuje po pokazowym uzbrojeniu, by "obcy" poczuł trwogę. -wzruszyła ramionami.
Leiru, był pod wrażeniem. On dostrzegał z tego punktu jedynie zarysy i niektóre wyraźniejsze elementy ubioru niektórych jednostek przemieszczających się kilka metrów pod nimi, a Tilki rozpoznała nawet konkretną osobę i rodzaj ubioru, który nomen omen służył w warunkach leśnych za kamuflaż.
Dziewczyna spojrzała na niego i klepnęła go w ramię.
-Nie spodziewałam się że dostrzeżesz choćby odblask od ich pancerzy. -przymrużyła oczy. -Byłby z Ciebie dobry łowca, więc posłuchaj mojej rady - jeżeli będziesz mieć okazje idź do zakonu łowieckiego.
-Nie jest mi to potrzebne. -mruknął. -Możesz mi powiedzieć, czemu idą po mnie?
-A ja wiem? pewnie coś przeskrobałeś. -powiedziała i biorąc go w pasie, zeskoczyła z tarasu. -Daruj, ale mam obowiązek Cię oddać w ręce władz i naprostować Cię jako istotę rozumną. -powiedziała i puściła go kilka gałęzi nad ziemią.
Leiru nie zrozumiał jej ostatnich słów, ale nie miał też szansy zapytać o to, bowiem zawadzając o kilka konarów wylądował twarzą na bruku, niemal tuż przed nogami Ejji.
Wyciągnęła swój krótki miecz i wymierzyła nim w niego.
-Leiru, przybyszu z Koer, jesteś oskarżony o szpiegostwo i tym samym mam nakaz aresztowania Cię i doprowadzenia przed oblicze najwyższej rady. -po tej urzędowej formułce, podeszło do niego dwóch gwardzistów, podnosząc go za ramiona.
-Nie próbuj sztuczek, bo nie mamy rozkazu by doprowadzić Cię w jednym zdrowym kawałku. -powiedziała lodowato Ejja.
Leiru nie wiedział co się dzieje i z początku miotał się z żelaznych uścisków gwardii, ale potem zaprzestał wszelkich szamotanin.
Zdążył bowiem w swoim życiu, przyzwyczaić się że jest oskarżony.
-Mogę chociaż znać podstawę oskarżenia?
-To nie należy do zakresu mojej wiedzy. Wszystkiego dowiesz się przed sądem. Sam z resztą dobrze powinieneś wiedzieć, czym sobie nagrabiłeś. -stwierdziła i prychnęła, jej zimny urzędowy ton ani na moment się nie ocieplił.
Leiru natomiast, zamiast się przejąć zaczął się zastanawiać czemu nie ma przy nim jego nowej przyjaciółki? w sumie... była łowcą, pewnie nie chciała plamić sobie rąk przyznając się do zadawania z kryminalistą. - westchnął i podniósł oczy. - A zapowiadało się miło...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz