Łowczyni przykazała treserowi, nie przerywać jej podczas snucia
opowieści. Zaintrygowało go to i siadając oparł się o barierkę tarasu.
-No
więc tak, jak już wspomniałam to miasto zyskało przydomek
"kryształowego" od jego założycieli. Byli to przedstawiciele
kryształowych konstruktów, nie pytaj mnie potem jak funkcjonują bo nie
wiem i zgaduję, że mało kto jest wstanie to rozgryźć. Mieszkali tu,
zapewne jeszcze przed przebudzeniem bestii. -bardziej rzuciła to jako
niepewną ciekawostkę, niż sprawdzony fakt. Szturchnęła nagle Leiru
szpicem buta, treser wstał, a Tilki wskazywała mu jakiś punkt ręką,
odwrócił się w rzeczoną stronę.
-Tam są góry lodu, a właściwie
koniec ich łańcucha. -powiedziała, stali niemalże na przeciw nich,
najpotężniejszych gór jednych z niewielu jakie zachowały się z początków
świata. Łowiecki potomek, musiał zamknąć swoje usta, przysuwając żuchwę
do szczęki, bo oto najpotężniejsze z tworów natury, tkwiły przed jego
oczami jako rosnące z pokruszonych gór do wielkości dużych wzniesień w
ginące w dali sine masywy.
Stanęła w rozkroku i wyciągnęła ręce wzdłuż swojego ciała:
-Zarówno
to co jest tam, tu i w tamtą stronę... -wskazała odległą, ledwie
majaczącą w promieniach zachodzącego słońca skałę. -To pozostałości
wielkiego Ejderaha - przynajmniej, my go tak określamy. -widząc z deka
niezrozumiałe spojrzenie Leiru, postanowiła zagłębić się w tę historię.
-Bestia, którą obudziła chciwość istot z powierzchni.Ten potężny gad,
który spowodował zmiany na całym świecie, nazywamy go Ejderahan, co
oznacza Ten który powróci. Wszystkie granice jakie istnieją teraz, oddzielające cztery frakcje, powstały w momencie w którym Ejderaha upadł.
W tym momencie Leiru się nie powstrzymał:
-Czyli góry lodu, tamta góra...
-Tak...
to jego kości grzbietowe. To miasto, zostało wzniesione na jednym z
jego żeber. -powiedziała poważnie. -Szpik jego kości, pozwolił przetrwać
kryształowcom, w nowym świecie.
To czego dowiedział się treser
wywołało u niego szok, cóż nie znał tej części historii. Tak po prawdzie
to miał wątpliwości czy w nią wierzyć, ale z drugiej strony nie miał
powodów by nie zawierzyć słowom Tilki. Jednak postanowił podejść
ostrożnie do nowo nabytej wiedzy:
-Skoro to prawda, to czemu o tym nie uczą?
-To
proste, zapomnieli albo uważają to za nie ważne. Słyszałeś o czymś
takim jak Gwiezdna ruda, ruda bogów? -podała dwa warianty odpowiedzi,
bowiem każda nacja miała tendencje do tego, by inaczej przezwać owy
materiał.
-Zakazany materiał? -zapytał Leiru. -Nawet dziecko wie co przez to się stało. -prychnął.
-No
i dobrze, już kiedy trwała wojna pomiędzy rasami Gwiezdna ruda została
zakazana, a kiedy pokój ogarnął świat oznajmiono, że nie ma więcej żył i
uznali to za krew Ejderaha.
Leiru, pokiwał twierdząco głową.
-A
co jeżeli powiedziałabym Ci, że w tych górach i w pozostałościach kości
Wielkiej bestii znajdują się wciąż jej pokłady, a władze frakcji tają ją
przed zwykłymi obywatelami, zlecając jej poszukiwania ścisłemu gronu w
gildiach magicznych i sobie potrzebnych hufcach?
Leiru spojrzał na
nią bystrze, w głowie zapaliła mu się czerwona lampka. Gdzieś z tyłu
głowy pojawiło się wspomnienie o zapieczętowanej wiadomości w ciele
pryzmatycznego wróbla.
Treść wiadomości jaką odczytał wtedy,
pokrywała się znacznie ze słowami Tilki. Nie chciał jednak, się na razie
odsłaniać, więc ugryzł się w język.
Założył ręce na piersi.
-Odparłbym, że to ciekawa teoria, a następnie zapytał skąd taki pokład wiedzy u postronnej osoby?
Tilki, przymknęła oczy.
-Wśród
łowców to powszechna wiedza. -rzuciła lekko i wzruszyła ramionami.
Leiru spodziewał się jakieś rewelacji, jak na przykład tego, że mają na
dworze Pani Światła swoją wtykę. Tym czasem łowczyni rzucił dość
wymijająco i obojętnie swoje twierdzenie, zupełnie tak, jakby było to
coś oczywistego.
-No to ciekawe macie podręczniki. -zażartował sobie.
Tilki,
nic na to nie odparła, jedynie odwróciła się w kierunku miasta, a jej
wzrok błądził po ulicach, jakby doskonale widziała w gęstniejącym mroku,
rozpraszanym przez rozmywające się z tej wysokości światło migotliwych
kwiatów, a teraz występujących z ukrycia grzybów.
-Ho, ho... będziesz miał nie miłą niespodziankę. -stwierdziła.
Leiru zbliżył się do niej i dostrzegł, że jej lśniące złote oczy, miały poblask niby to płynnej rozgrzanej siarki.
-Co takiego wypatrzałaś? -zapytał przechylając się wraz z nią za barierkę.
-Widzisz... -wskazała palcem na lewo. -Te zielone zbroje i liściaste płaszcze?
Nie
był pewny czy wzrok nie płata mu figli, zmrużył oczy i wpatrzył się we
wskazany przez dziewczynę punkt. To chyba było to, zdawało mu się że pod
świecącymi kwiatami przemieszcza się równym krokiem kilku
lekkozbrojnych istot. Dostrzegł migoczące zbroje, które odbijały światło
latarni.
-Skąd Twoja pewność, że idę po mnie? -zapytał.
-Bo Ejja,
jest na czele. Jest dowódcą gwardii miejskiej. -wyjaśniła. -A że idą po
Ciebie wnioskuje po pokazowym uzbrojeniu, by "obcy" poczuł trwogę.
-wzruszyła ramionami.
Leiru, był pod wrażeniem. On dostrzegał z tego
punktu jedynie zarysy i niektóre wyraźniejsze elementy ubioru niektórych
jednostek przemieszczających się kilka metrów pod nimi, a Tilki
rozpoznała nawet konkretną osobę i rodzaj ubioru, który nomen omen
służył w warunkach leśnych za kamuflaż.
Dziewczyna spojrzała na niego i klepnęła go w ramię.
-Nie
spodziewałam się że dostrzeżesz choćby odblask od ich pancerzy.
-przymrużyła oczy. -Byłby z Ciebie dobry łowca, więc posłuchaj mojej
rady - jeżeli będziesz mieć okazje idź do zakonu łowieckiego.
-Nie jest mi to potrzebne. -mruknął. -Możesz mi powiedzieć, czemu idą po mnie?
-A
ja wiem? pewnie coś przeskrobałeś. -powiedziała i biorąc go w pasie,
zeskoczyła z tarasu. -Daruj, ale mam obowiązek Cię oddać w ręce władz i
naprostować Cię jako istotę rozumną. -powiedziała i puściła go kilka
gałęzi nad ziemią.
Leiru nie zrozumiał jej ostatnich słów, ale nie
miał też szansy zapytać o to, bowiem zawadzając o kilka konarów
wylądował twarzą na bruku, niemal tuż przed nogami Ejji.
Wyciągnęła swój krótki miecz i wymierzyła nim w niego.
-Leiru,
przybyszu z Koer, jesteś oskarżony o szpiegostwo i tym samym mam nakaz aresztowania Cię i doprowadzenia przed oblicze najwyższej rady. -po tej
urzędowej formułce, podeszło do niego dwóch gwardzistów, podnosząc go za
ramiona.
-Nie próbuj sztuczek, bo nie mamy rozkazu by doprowadzić Cię w jednym zdrowym kawałku. -powiedziała lodowato Ejja.
Leiru
nie wiedział co się dzieje i z początku miotał się z żelaznych uścisków
gwardii, ale potem zaprzestał wszelkich szamotanin.
Zdążył bowiem w swoim życiu, przyzwyczaić się że jest oskarżony.
-Mogę chociaż znać podstawę oskarżenia?
-To nie należy do zakresu mojej wiedzy. Wszystkiego dowiesz się przed sądem.
Sam z resztą dobrze powinieneś wiedzieć, czym sobie nagrabiłeś.
-stwierdziła i prychnęła, jej zimny urzędowy ton ani na moment się nie
ocieplił.
Leiru natomiast, zamiast się przejąć zaczął się
zastanawiać czemu nie ma przy nim jego nowej przyjaciółki? w sumie...
była łowcą, pewnie nie chciała plamić sobie rąk przyznając się do
zadawania z kryminalistą. - westchnął i podniósł oczy. - A zapowiadało
się miło...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz