-Miło poznać, Leiru jestem; treser i badacz magicznych bestii. -odparł. -Nie jesteś stąd prawda? -zapytał. -W sensie, że z Tej frakcji.
Odetchnęła na moment się zatrzymując, na tej jakże malowniczej uliczce, której system oświetlenia był taki sam jak w karczmie.
-Jak większość istot z tej frakcji. -odpowiedziała na jego pytanie. -A teraz pozwól, że zabiorę Cię na najwyższe drzewo. -wyciągnęła do niego rękę. -Tylko złap się porządnie mojego ramienia. -przestrzegła.
Prośba dziewczyny wydała mu się dziwna, ale nie wiele myśląc zrobił to o co poprosiła. Obróciła się do niego na moment i tylko w tej jednej, krótkiej chwili dostrzegł chytry błysk w jej oczach zaniepokoił nieco tresera. Miał racje, odrzuciła fragment płaszcza, a spod niego wystrzelił hak zaczepiony o żyłkę. Leiru usiłował dostrzec gdzie się wbił, jednak nim zdążył Tilki uruchomiła mechaniczny kołowrotek i w mgnieniu oka, zwinnie manewrując pomiędzy gałęziami zaczęła ich wciągać.
-No! jesteśmy na miejscu. -oświadczyła puszczając Leiru na wysoko położonym tarasie. Zdziwiła się, że mężczyzna nie odpowiada, a zamiast słów wydaje dziwne odgłosy, odwróciła się do niego.
-Może następnym razem, jak będziesz kogoś gdzieś targać, to będziesz tak lawirować wśród konarów, żeby i pasażerowi się nic nie stało hm? -zironizował, zaczynając wyciągać sobie liście i drobne gałązki z włosów.
-Coś tak czułam, że mnie znosi. -rzuciła odkrywczo, nie za bardzo przejmując się stanem Leiru.
-Yhh... -westchnął nieco zirytowany, wyciągając z włosów ptasie gniazdo. -To mówisz, że to miasto jest mieszaniną nacji z kilku szczepów? -zapytał, doprowadzając się do ładu.
-Dziwi mnie, że nie zauważyłeś. -przyznała szczerze i usiadła wygodnie po zewnętrznej stronie barierki. -Przecież kilka osób już poznałeś.
Zrobił sobie w głowie szybką kartkówkę z ostatnich wydarzeń.
-Ale żadne z nich nie wyglądało na "inną" istotę. Że się tak wyrażę. -przyznał.
-No dobra, to ci muszę nieco rozświetlić w głowie. Ymm.. dajmy na to Leina, to zmiennokształtna, a Ejja to hybryda. Hoe to człowiek, ja również, ale zdecydowana większość Kryształowego miasta to przedstawiciele ras, których pani z diamentowego pałacu nie lubi -odchrząknęła znacząco. -Że tak powiem.
-Kryształowe miasto? -podchwycił.
-Na wszystkie macki Terevena! -zakrzyknęła zdumiona odwracając się do niego na raz. -Nie wyjaśnili Ci nawet tego? -zapytała, wybijając wzrok w ciało tresera. Ten zaskoczony z początku reakcją Tilki, wzruszył zaraz niedbale ramionami.
-Może zamierzali wyjaśnić mi wszystko jak zgodzę się na współpracę?
-To się nie zgodziłeś? -zapytała i na raz, stanęła przed nim potrząsając go za ramiona. Musiał przyznać, miała żelazny uścisk. -Rozum postradałeś nieszczęsny łowco? -tarmosiła go, jak pies szmacianą lalkę.
Zmarszczył brwi i strącając jej dłonie odskoczył od niej.
-Nie jestem łowcą - to po pierwsze, po drugie - chciałem najpierw dowiedzieć się na własną rękę gdzie jestem i co mogę zrobić. Bo w piękne słówka nie wierze dziecino. -powiedział szorstko, poprawiając swoje ubranie. -Więc? wyjaśnisz mi łaskawie, co to za miasto skoro już mnie tu przytachałaś? -zapytał.
Tym razem to Tilki spojrzała zaskoczona nagłą zmianą zachowania Leiru, dopiero po chwili skinęła mu głową. Odetchnęła, przymykając swoje drapieżne ślepia.
-Ale obiecaj, że jakbyś jednak tu nie został to nie wypaplesz nikomu o tym miejscu.
Wywrócił oczami.
-Skoro uważasz to, za konieczne. -odetchnął głęboko widząc jej poważne spojrzenie. -Słowo tresera.
-Tak więc, to miasto nazywane jest kryształowym przez jego założycieli i część najwyższej rady... -zaczęła swoją opowieść.
***
-Trzeba, znaleźć tego tresera. Musi nam to wyjaśnić, zajmij się tym, a ja powiadomię Kryształowych.
W
międzyczasie, Hoe wszedł do izby przeznaczonej dla Leiru myśląc, że w
niej przebywa albo ewentualnie na niego poczeka, skoro nie zastał
tresera. Rozejrzał się po pomieszczeniu - jako wytrawnemu łowcy,
instynkt podopowiadał że coś jest nie tak.
Na małym stoliku, przeniesionym przez Leiru niemal pod same okno zauważył stos kartek. Przejrzał je i stwierdził, że to nic nadzwyczajnego, ot nudziło się młokosowi to zaczął rysować i opisywać zauważone z okna stworzenia.
Jeden z kilku kompletów szkiców, przykuł bardziej jego uwagę. Przedstawił on dziwnego małego ptaszka, może nie zwrócił by na to uwagi, gdyby nie dokładny opis przy rozrysowanych częściach ciała. Nad niektórymi znajdował się podpis "Świecące skrzydła" a poniżej "zastosowanie; ??"
Ten wpis zabił w głowie łowcy ćwieka, bo niby zwierze wyglądało normalnie, aż nie spostrzegł dziwnie uformowanych kresek na piersi - To nie mogły być pióra, w dodatku tak dziwnie podpisane.
Coś zadzwoniło przy oknie, łowca odwrócił się i zastygł w przerażeniu widząc pryzmatycznego wróbla.
Ptaszek przechylił głowę przyglądając się Hoemu z ciekawości, ten zaś podniósł się powoli z krzesła i pochwycił małe stworzenie nim zdążyło odfrunąć.
Posypał go proszkiem z rośliny zwanej Migeasem, a po krótkiej chwili ptaszek słabł, by przy następnej próbie wyrwania się - zasnąć. Migeas - znana w tym regionie roślina, z której wytwarza się między innymi mikstury i wszelakie inne proszki ułatwiające zapadnięcie w sen.
Przyjrzał się ptaszkowi, ale na pierwszy rzut oka, nic w nim nie dostrzegł. Dopiero po chwili dojrzał dziwne zarysowania na jego klatce piersiowej, które Leiru uwzględnił w swoich rysunkach.
Wypadł jak błyskawica z mieszkania Leiru i skierował się prosto do Leiny.
-Przerwałeś mi drzemkę. -otworzyła jedno z gadzich ślepi. Wyciągnęła skrzydła i całą długość swojego wężowego ciała.
-Mamy poważny problem, inaczej bym Cię nie budził. Leiru, jest albo szpiegiem albo jest zamieszany w sporą aferę. Patrz na to. -wyciągnął małego, kryształowego ptaszka z wewnętrznej kieszeni i położył go na stole.
Leina niemal natychmiast przeistoczyła się w człowieka.
-Czy to jest, to co ja myślę? -zapytała przyglądając się śpiącemu ptaszkowi. Natychmiast dostrzegła to, co Hoe spostrzegł dopiero po chwili. Niefachowo zdjęta pieczęć, przykuwała uwagę znawców.
Na małym stoliku, przeniesionym przez Leiru niemal pod same okno zauważył stos kartek. Przejrzał je i stwierdził, że to nic nadzwyczajnego, ot nudziło się młokosowi to zaczął rysować i opisywać zauważone z okna stworzenia.
Jeden z kilku kompletów szkiców, przykuł bardziej jego uwagę. Przedstawił on dziwnego małego ptaszka, może nie zwrócił by na to uwagi, gdyby nie dokładny opis przy rozrysowanych częściach ciała. Nad niektórymi znajdował się podpis "Świecące skrzydła" a poniżej "zastosowanie; ??"
Ten wpis zabił w głowie łowcy ćwieka, bo niby zwierze wyglądało normalnie, aż nie spostrzegł dziwnie uformowanych kresek na piersi - To nie mogły być pióra, w dodatku tak dziwnie podpisane.
Coś zadzwoniło przy oknie, łowca odwrócił się i zastygł w przerażeniu widząc pryzmatycznego wróbla.
Ptaszek przechylił głowę przyglądając się Hoemu z ciekawości, ten zaś podniósł się powoli z krzesła i pochwycił małe stworzenie nim zdążyło odfrunąć.
Posypał go proszkiem z rośliny zwanej Migeasem, a po krótkiej chwili ptaszek słabł, by przy następnej próbie wyrwania się - zasnąć. Migeas - znana w tym regionie roślina, z której wytwarza się między innymi mikstury i wszelakie inne proszki ułatwiające zapadnięcie w sen.
Przyjrzał się ptaszkowi, ale na pierwszy rzut oka, nic w nim nie dostrzegł. Dopiero po chwili dojrzał dziwne zarysowania na jego klatce piersiowej, które Leiru uwzględnił w swoich rysunkach.
Wypadł jak błyskawica z mieszkania Leiru i skierował się prosto do Leiny.
-Przerwałeś mi drzemkę. -otworzyła jedno z gadzich ślepi. Wyciągnęła skrzydła i całą długość swojego wężowego ciała.
-Mamy poważny problem, inaczej bym Cię nie budził. Leiru, jest albo szpiegiem albo jest zamieszany w sporą aferę. Patrz na to. -wyciągnął małego, kryształowego ptaszka z wewnętrznej kieszeni i położył go na stole.
Leina niemal natychmiast przeistoczyła się w człowieka.
-Czy to jest, to co ja myślę? -zapytała przyglądając się śpiącemu ptaszkowi. Natychmiast dostrzegła to, co Hoe spostrzegł dopiero po chwili. Niefachowo zdjęta pieczęć, przykuwała uwagę znawców.
-To konieczne? -zapytał Hoe.
-Też wolałabym tego uniknąć, do tych ostrych jak brzytwy ciał mało co dociera. -westchnęła Leina. -Ale musimy to zrobić, jeżeli okaże się że jest w coś zamieszany bardziej niż sądzimy. Władze muszą o tym wiedzieć. -przyznała.
-To łowca, a przynajmniej potomek łowców. Sądzisz, że pani Światła mogłaby go dopuścić do jakiś swoich spraw?
-Nie wiem, teraz już nic nie wiem. Miejmy jednak nadzieje, że nie. A teraz idź po niego, a ja zajmę się konstruktami. -odetchnęła i zamykając migotliwego ptaszka w klatce, poszła przebrać się w stosowniejsze ubranie.
Może gdyby Leiru lepiej zdjął pieczęć i nie uszkodził przy tym małego wysłannik pałacu światłości, może nie byłby tematem rozmów najważniejszych osób w bastionie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz