Kiedy wstał nad ranem, przywitał go cichy orli pisk i głuche zwalenie się czegoś ciężkiego na drewniane deski. Odwrócił się i spojrzał w stronę źródła hałasu: Pod ścianą leżał masywny stwór nakryty skrzydłem.
-Dobry gryf… pośpij jeszcze. -powiedział miło, bestia o posturze wielkiego lwa i głowie majestatycznego orła, jakby rozumiała mężczyznę i zgodnie z jego słowami, zasłoniła dziób skrzydłem, przeciągnęła się i nie ruszyła więcej.
-Felek… -pokręcił głową szatyn. Założył swoją, już nieco podniszczoną kapotę, wsunął nogi w lekkie, skórzane buty i wyszedł na podwórze.
Na wschodzie już lekko widniało, zaś nad jego głową już rozciągało się ciemnoniebieskie niebo usłane barwnymi gwiazdami. Ciepły oddech pustyni mieszał się z chłodem nocy, odetchnął głęboko.
Przeszedł przez podwórze zarośnięte krótką, starannie wypielęgnowaną trawą. Kroki kierowały go do kompleksu budynków, wśród których znajdowały się klatki, jezioro, stajnie i kilka zagród.
Im bliżej się znajdował, tym wyraźniej słyszał dziwne odgłosy.
-Wiem, wiem… -mruknął do siebie i skręcił w lewo, nałożył paszy do wiadra. W skład tej odżywczej mieszanki lepiej bliżej nie wnikać, bowiem skład paszy dla każdego tresera były tajemnicą, skrywaną nie rzadko za cenę życia. Wszedł do stajni i kolejno nasypał specjalnej mieszanki do większości żłobów przeważnie stworzeniom koniowatym, choć i od tego było jedno odstępstwo…
W największym z boksów, przy przeciwległej od wejścia ścianie spał jeszcze smacznie; koniowaty pokryty płytkami z węgla o żelaznych zębach i kopytach, grzywa i ogon miały bardzo nieprzyjemną tendencję do samozapłonu.
Treserowi wierzchowców, nie raz już się oberwało od tej diabolikańskiej bestii. Nie wiedział nawet, skąd jego klient wytrzasnął tego cudaka znaczy, domyślał się skąd… ale jakim cudem przewiózł go przez frakcję Mrocznego lasu i większą część ich krainy, gdzie przewóz stworzeń z obcych krain był wzbroniony? To nurtowało Leiru od kilku miesięcy, ale klient płacił za jego usługę na tyle dużo, by treser nie zaprzątał sobie tym głowy.
Puki ten płonący wierzchowiec spał, mógł spokojnie zająć się resztą, miał tu pegaza, Asperi (na własny użytek), nad którym musiał jeszcze popracować. Zajął się pozostałymi cudami na czterech kopytach.
Kiedy zwierzęta najadły i napiły się, wyprowadził jelenia o szerokich łopatach i lisich uszach, wzrostem dorównywał niedźwiedziowi stojącemu na tylnych łapach.
Pogłaskał wielkie zwierze i westchnął ciężko. Po stajniach przeszedł do zwierząt wodnych, którym napuścił żywego posiłku.
-Czemu zawsze podrzucają mi mięsożerców? -mruknął do siebie, patrząc jak lotpiranie wyskakują z wody, i rzucające się na powrót do niej, by następnie rozszarpać ofiarę. Leiru wyciągnął małego futrzaka, wystawił rękę nad zbiornik wodny i zawołał:
-Tule siia mino kaaslane –wypowiedział nadspodziewanie śpiewnie i melodyjnie, największa spośród lotpiranii odpowiedziała na jego wezwanie i wyfrunęła z wody, jej płetwy były porośnięte nieprzemakalnym pierzem. Kły przystosowane do rozszarpywania ofiar wyrastały z dolnej szczęki, sięgały niemal do wysoko osadzonych czarnych oczu, cóż cała ta ryba przypominała wzrostem większego kota domowego, który musi walczyć z podmiejskimi szczurami.
Ryba rozwarła swoją gębę, Leiru wrzucił tam piszczące, wciąż wierzgające zwierzę w paszczę pływająco-latającej bestii – treser uśmiechnął się zadowolony i pogłaskał bestię po błękitnych łuskach.
-Po co, Twoja pani Cię trzyma?
-Bo rzekomo przewiduje przyszłość. -odparła pirania nieco zachrypniętym głosem.
-Rzekomo? -Leiru, uniósł brew.
-No... nawet ja w to nie wierzę.
-Ale towarzysz. -treser pokręcił głową. -Sprawdźmy Twoje umiejętności. -zaproponował. -Z czego przepowiadasz przyszłość?
-Eeeh... -ryba westchnęła ciężko i wszystko schyliła w geście bezradności. -Z ręki, oczu. i wnętrzności wrogów. -powiedział, a ryba ustawiła się tak, by pokazać swoje mordercze kły w jeszcze bardziej przerażający sposób. Leiru spojrzał na swoje dłonie i pokiwał głową:
-Hmm… no tak. To zostańmy przy oczach. -uśmiechnął się, chowając dłonie za siebie, na wszelki wypadek. Spojrzał rybie w oczy:
Ryba uderzyła się pierzastą płetwą pomiędzy oczy.
-Z kim ja współpracuje…
-To moja kwestia.
-No dobra… dawaj te słodkie gały. -rybostwór podfrunął nieco bliżej i położył krańce płetw na skroniach Leiru i zajrzał w jego oczy. –hüpnoos… hing… taiplikkus… –wypowiedziała pirania, a jej oczy rozjaśniły się.
-hmm... czeka Cię przygoda, doścignie Cię coś, przed czym uciekasz. -powiedział rybostwór.
-Łee... faktycznie, nic z tego. -stwierdził Leiru i przetarł oczy. -Wracaj do wody, bo przekroczysz swój limit. -powiedział miło czochrając rybę po łbie. Zaraz jednak wyciągnął drugiego, gryzonia i rzucił go piranii. Capnęła go i machając na salut treserowi i wskoczyła z pluskiem do wody.
Kiedy skończył oporządzać resztę stworzeń, słońce było blisko południa.
-Szybko się uwinąłem… -pochwalił sam siebie. Jego gryf, wyszedł na podwórze i prostował wszystkie kości. -To co? Polatamy dzisiaj? -zwrócił się do Feleke. Gryf przysunął ochoczo łeb w ramion tresera, by ten go podrapał. Wysunął zaraz dziób i odsunął od pieszczot, wskazał dziobem fontannę stojącą na uboczu pod dwoma średnimi drzewami:
Leiru podszedł do niej i zdziwił się widokiem małego lśniącego ptaszka. Podniósł go ostrożnie:
-Skądś go znam… Felek… -spojrzał na gryfa. -Chyba dziś odpuścimy sobie lot. Przynajmniej na razie.
-Wiedziałem… -spojrzał na małego, przeźroczystego ptaszka który doszedł trochę do siebie. Przy każdym ruchu wydawał z siebie dźwięki małych, kryształowych dzwonków.
-Powinieneś wyginąć… nie ma gór, w których żyłeś. -powiedział do siebie. Założył zakładkę do książki i biorąc małego ptaszka, umieścił go na małym drążku. Przechylił głowę. -Ale co Ty tu masz?... -zapytał, przypatrując się dziwnej pieczęci na czole ptaszka. Podjął kilka prób, aż pod wieczór w końcu mu się udało. Usłyszał wtedy polecenie pani światła - władczyni frakcji, skierowane do władcy spod Gór lodu. Otrząsnął się i upadł na podłogę.
-Zajmę się Tobą ponownie, na razie wychodzę. -oznajmił. Cóż, mówienie do zwierząt jest w pracy Leiru niezbędne, to specjalna zdolność treserów wierzchowców i unikatowych zwierząt.
-Dobry gryf… pośpij jeszcze. -powiedział miło, bestia o posturze wielkiego lwa i głowie majestatycznego orła, jakby rozumiała mężczyznę i zgodnie z jego słowami, zasłoniła dziób skrzydłem, przeciągnęła się i nie ruszyła więcej.
-Felek… -pokręcił głową szatyn. Założył swoją, już nieco podniszczoną kapotę, wsunął nogi w lekkie, skórzane buty i wyszedł na podwórze.
Na wschodzie już lekko widniało, zaś nad jego głową już rozciągało się ciemnoniebieskie niebo usłane barwnymi gwiazdami. Ciepły oddech pustyni mieszał się z chłodem nocy, odetchnął głęboko.
Przeszedł przez podwórze zarośnięte krótką, starannie wypielęgnowaną trawą. Kroki kierowały go do kompleksu budynków, wśród których znajdowały się klatki, jezioro, stajnie i kilka zagród.
Im bliżej się znajdował, tym wyraźniej słyszał dziwne odgłosy.
-Wiem, wiem… -mruknął do siebie i skręcił w lewo, nałożył paszy do wiadra. W skład tej odżywczej mieszanki lepiej bliżej nie wnikać, bowiem skład paszy dla każdego tresera były tajemnicą, skrywaną nie rzadko za cenę życia. Wszedł do stajni i kolejno nasypał specjalnej mieszanki do większości żłobów przeważnie stworzeniom koniowatym, choć i od tego było jedno odstępstwo…
W największym z boksów, przy przeciwległej od wejścia ścianie spał jeszcze smacznie; koniowaty pokryty płytkami z węgla o żelaznych zębach i kopytach, grzywa i ogon miały bardzo nieprzyjemną tendencję do samozapłonu.
Treserowi wierzchowców, nie raz już się oberwało od tej diabolikańskiej bestii. Nie wiedział nawet, skąd jego klient wytrzasnął tego cudaka znaczy, domyślał się skąd… ale jakim cudem przewiózł go przez frakcję Mrocznego lasu i większą część ich krainy, gdzie przewóz stworzeń z obcych krain był wzbroniony? To nurtowało Leiru od kilku miesięcy, ale klient płacił za jego usługę na tyle dużo, by treser nie zaprzątał sobie tym głowy.
Puki ten płonący wierzchowiec spał, mógł spokojnie zająć się resztą, miał tu pegaza, Asperi (na własny użytek), nad którym musiał jeszcze popracować. Zajął się pozostałymi cudami na czterech kopytach.
Kiedy zwierzęta najadły i napiły się, wyprowadził jelenia o szerokich łopatach i lisich uszach, wzrostem dorównywał niedźwiedziowi stojącemu na tylnych łapach.
Pogłaskał wielkie zwierze i westchnął ciężko. Po stajniach przeszedł do zwierząt wodnych, którym napuścił żywego posiłku.
-Czemu zawsze podrzucają mi mięsożerców? -mruknął do siebie, patrząc jak lotpiranie wyskakują z wody, i rzucające się na powrót do niej, by następnie rozszarpać ofiarę. Leiru wyciągnął małego futrzaka, wystawił rękę nad zbiornik wodny i zawołał:
-Tule siia mino kaaslane –wypowiedział nadspodziewanie śpiewnie i melodyjnie, największa spośród lotpiranii odpowiedziała na jego wezwanie i wyfrunęła z wody, jej płetwy były porośnięte nieprzemakalnym pierzem. Kły przystosowane do rozszarpywania ofiar wyrastały z dolnej szczęki, sięgały niemal do wysoko osadzonych czarnych oczu, cóż cała ta ryba przypominała wzrostem większego kota domowego, który musi walczyć z podmiejskimi szczurami.
Ryba rozwarła swoją gębę, Leiru wrzucił tam piszczące, wciąż wierzgające zwierzę w paszczę pływająco-latającej bestii – treser uśmiechnął się zadowolony i pogłaskał bestię po błękitnych łuskach.
-Po co, Twoja pani Cię trzyma?
-Bo rzekomo przewiduje przyszłość. -odparła pirania nieco zachrypniętym głosem.
-Rzekomo? -Leiru, uniósł brew.
-No... nawet ja w to nie wierzę.
-Ale towarzysz. -treser pokręcił głową. -Sprawdźmy Twoje umiejętności. -zaproponował. -Z czego przepowiadasz przyszłość?
-Eeeh... -ryba westchnęła ciężko i wszystko schyliła w geście bezradności. -Z ręki, oczu. i wnętrzności wrogów. -powiedział, a ryba ustawiła się tak, by pokazać swoje mordercze kły w jeszcze bardziej przerażający sposób. Leiru spojrzał na swoje dłonie i pokiwał głową:
-Hmm… no tak. To zostańmy przy oczach. -uśmiechnął się, chowając dłonie za siebie, na wszelki wypadek. Spojrzał rybie w oczy:
Ryba uderzyła się pierzastą płetwą pomiędzy oczy.
-Z kim ja współpracuje…
-To moja kwestia.
-No dobra… dawaj te słodkie gały. -rybostwór podfrunął nieco bliżej i położył krańce płetw na skroniach Leiru i zajrzał w jego oczy. –hüpnoos… hing… taiplikkus… –wypowiedziała pirania, a jej oczy rozjaśniły się.
-hmm... czeka Cię przygoda, doścignie Cię coś, przed czym uciekasz. -powiedział rybostwór.
-Łee... faktycznie, nic z tego. -stwierdził Leiru i przetarł oczy. -Wracaj do wody, bo przekroczysz swój limit. -powiedział miło czochrając rybę po łbie. Zaraz jednak wyciągnął drugiego, gryzonia i rzucił go piranii. Capnęła go i machając na salut treserowi i wskoczyła z pluskiem do wody.
Kiedy skończył oporządzać resztę stworzeń, słońce było blisko południa.
-Szybko się uwinąłem… -pochwalił sam siebie. Jego gryf, wyszedł na podwórze i prostował wszystkie kości. -To co? Polatamy dzisiaj? -zwrócił się do Feleke. Gryf przysunął ochoczo łeb w ramion tresera, by ten go podrapał. Wysunął zaraz dziób i odsunął od pieszczot, wskazał dziobem fontannę stojącą na uboczu pod dwoma średnimi drzewami:
Leiru podszedł do niej i zdziwił się widokiem małego lśniącego ptaszka. Podniósł go ostrożnie:
-Skądś go znam… Felek… -spojrzał na gryfa. -Chyba dziś odpuścimy sobie lot. Przynajmniej na razie.
***
Leiru opatrzył ptaszka, przynajmniej tyle na ile pozwalała mu obecna wiedza. Siedział przed starymi księgami do późna, znalazł starą rozpadającą się rycinę przedstawiającą pryzmatycznego wróbla w różnych odmianach: -Wiedziałem… -spojrzał na małego, przeźroczystego ptaszka który doszedł trochę do siebie. Przy każdym ruchu wydawał z siebie dźwięki małych, kryształowych dzwonków.
-Powinieneś wyginąć… nie ma gór, w których żyłeś. -powiedział do siebie. Założył zakładkę do książki i biorąc małego ptaszka, umieścił go na małym drążku. Przechylił głowę. -Ale co Ty tu masz?... -zapytał, przypatrując się dziwnej pieczęci na czole ptaszka. Podjął kilka prób, aż pod wieczór w końcu mu się udało. Usłyszał wtedy polecenie pani światła - władczyni frakcji, skierowane do władcy spod Gór lodu. Otrząsnął się i upadł na podłogę.
-Zajmę się Tobą ponownie, na razie wychodzę. -oznajmił. Cóż, mówienie do zwierząt jest w pracy Leiru niezbędne, to specjalna zdolność treserów wierzchowców i unikatowych zwierząt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz