sobota, 20 października 2018

Prolog

Najpiękniejsza spośród oaz na tej pustyni, w której mieścił się jej klejnot – kryształowy pałac, mieniący się za dnia wszystkimi kolorami od czerwieni rubinów; zamieszczonych na wymyślnych figurach gargulców przedstawionych w postaci pustynnych demonów, przez zieleń szmaragdów zamieszczonych na płaskorzeźbach o wymyślnych kształtach egzotycznych roślin do czystego kryształu, który został obrobiony w ten sposób, aby stanowił oszklenie dachowe w kształcie kopuły.
Zasługa tych cudów tkwiła w pozornych stworzeniach humanoidalnych, które są nie większe od wzrostu siedzącego średniego psa. – Nefe, bo tak nazywali się cudotwórcy jubilerstwa. Z umaszczenia futra przypominali jelenie. Ich sierść była krótka: gładka i jasnobrązowa z odcieniami piaskowymi zaś z postury wilka chodzącego na tylnych łapach.
Przednie łapy mieli przeważnie podkurczone, przez co trzymali je blisko swojej piersi. Jednak kiedy zabierali się do pracy, prostowały się i z pozoru niezdarne stawały się bardzo zręczne i delikatne. Ich pyski lekko wyciągnięte, często ozdobione rdzawym sumiastym wąsem, tuż nad ich nosami mieściły się nieco wyłupiaste, choć wąskie oczy o jaskrawo pomarańczowych białkach i błękitnych źrenicach.
Ta rasa odkryta na nowo po Wielkiej wojnie, bardzo przypadła do gustu Ambriel – Pani światła i nowej władczyni frakcji, błogosławionych” – jak często określa się mieszkańców tej pustynnej części świata.
Więc zapewne dlatego, że miała słabość do błyskotek. W podzięce ten piękny pałac, jaki wznieśli jej w hołdzie Nefe, miała w gronie swoich doradców jednego z przedstawicieli tej rasy.
Ambriel, często narzekała na brak krwawych rozrywek, jakich doznawała przed objęciem tronu, ale pewnego dnia coś się zmieniło, a mianowicie w porze przesilenia letniego w roku 1016 – licząc od czasu zapieczętowania Piekielnej bestii.
W tym, że czasie w sąsiedniej frakcji, brat Ambriel dopiero się przebudził, w wyniku licznych zdarzeń związanych z tamtą chwilą doszło do wykorzystania Zaginionego zaklęcia – jak nazywali je magowie, było to zaklęcie przedstawiciela rasy (twórców owego czaru) sprawiło ono, że księżyc zabarwił się krwią, wywołując szał w każdej istocie zamieszkującej Kontynent.

**
Ta krwawa i niespokojna noc, która zdawała się dla wielu stworzeń trwać wieki, podczas gdy dla Ambriel była okazją do założenia dawno nieużywanego ekwipunku z gwieździstego srebra.
Skąpana w krwawej poświacie księżyca, która lśniła na jej srebrzystej zbroi, odkrywała jej naturę rządną mordu i przesiąkniętej despotyzmem.
Dostojnym krokiem szła przez korytarze pałacu, na których panował nienaturalny rozgardiasz wśród służby. – Ambriel, nie miała nic przeciwko wycinaniu rozkapryszonej hołoty, ale burdelu w pałacu znieść nie mogła. Kiedy pomagier pani światła przyniósł jej lance, stanęła i otworzyła szeroko swoje błękitne oczy, które zdawały się być czystą formą siarczystego mrozu. Obróciła swoją lancą i stuknęła trzonem o marmurową podłogę. – Jej potężna aura, uspokoiła stworzenia w pałacu.
-Tylko, tym zamierzasz zwalczyć bunty? -zapytał, towarzyszący jej Nefe przechylając głowę.
-I mam tracić całą zabawę? Mówisz, jakbyś mnie nie znał, Kołbug. -uśmiechnęła się złowieszczo.
-Ciary przechodzą po owłosionych plecach, kiedy to robisz. -przyznał i się otrząsnął. Szedł za nią dalej. Podskoczył na zakrzywionych łapkach i poprawił jej pancerz nad biodrami. -Jakieś zalecenia?

-Zostań na razie, jak się trochę uspokoi, chce mieć gotowych gońców. Trzeba dowiedzieć się jaki pogrom spotkał moją frakcję w każdej prowincji.
Kołbug, poprawił swoją kapotę w którą był przyodziany i wyprostował się dumie.
-Tak jest, powodzenia Ambriel. -powiedział, uśmiechając się. Pani światła odwzajemniła uśmiech, a jej twarz przybrała miły wyraz.
Kiedy stali przed kryształowymi wrotami pałacu, zdjęła hełm z gabloty i założyła go na perłowe włosy. Hełm z gwiezdnego srebra miał odblask błękitu, to za sprawą szafiru mieszczącego się na środku wysokiego dzwonu. Po bokach stożkowatej części pancerza mieściły się dwa rozpostarte i zadarte w górę skrzydła.
Podniosła dłoń osłoniętą skórzaną rękawicę, żegnając się w ten sposób ze swoim kompanem.
Kiedy Ambriel zniknęła w rozszalałym tłumie mieszkańców oazy skąpanej w krwawych blaskach księżyca. Kołbug, uśmiechnął się zadowolony tak jakby i poszedł do swoich obowiązków.

**
Pani światła, wyżyła się porządnie, po raz pierwszy od wielu lat. Cóż… mogła użyć potężnego zaklęcia i z pomocą swojego smoka zneutralizować działanie księżyca – przynajmniej w części.
Wróciła do pałacu, kiedy wzeszło słońce, od razu po wejściu zaczęła zdejmować uzbrojenie i rzucała je w ręce swojej służby.
-Ale się namęczyłam… -westchnęła ciężko, użyła swojej mocy, by natychmiast przywdziać świeże ciuchy. -Posłańcy gotowi? -zwróciła się do Kołbuga.
-Tak, wszystko w klatkach, gotowe do drogi. -wskazał na nietuzinkowe zwierzęta. -Nie chciałem szykować zwykłych posłów, mogliby paść ofiarą amoku, a silne amulety mogłyby nie pomóc.
-Rozumiem… -Ambriel, obmywała twarz z krwi jaką się ubrudziła podczas wypadu. -Dobrze postąpiłeś. Zapiszę im pytania i podstawowe zalecenia.
Stworzenia psowate, fruwające, pływające w piachu czy kopiące, wyruszyły w głąb frakcji kilka godzin później, a Ambriel zaraz potem ułożyła się do snu.
-Jakby się coś działo, to śmiało mnie obudź. -zaleciła Kołbugowi.
-Oczywiście.
Jeden z posłańców, jakim był mały przeźroczysty ptaszek kierujący się na północ ku górom lodu, będących granicą z frakcją nieumarłych, uległ małej kontuzji i wylądował na farmie wierzchowców…

___
Kołbug; (kłobug) -
w wierzeniach słowiański demon opiekujący się dobytkiem i ogniskiem domowym. Utożsamiany z dusza martwego płodu. Przybierał najczęściej postać zmokłej kury, a także kaczki, gęsi, sroki, wrony, kota, a nawet człowieka.
Wiara w kłobuki żywa była głównie w południowych (polskojęzycznych) rejonach dawnych Prus Wschodnich, przede wszystkim wśród Warmiaków (z południowej Warmii), w mniejszym zakresie wśród Mazurów.
Kłobuka można było sprowadzić do domu, kusząc go jedzeniem lub przygarniając kurczaka. Można także było go sobie "wyhodować", zakopując pod progiem domu poroniony płód, który po siedmiu dniach (według innych podań: miesiącach lub latach) zamieniał się w kłobuka.
Kłobuk dbał o pomnożenie majątku swojego gospodarza. Czynił to jednak, okradając sąsiadów.
Ambriel - Anioł strzegący ludzi przed fałszywymi wiadomościami, plotkami i nieprawdziwymi oskarżeniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz