czwartek, 25 października 2018

Początek niechcianej przygody 2/2

Wśród lekkich białych obłoczków na błękitnym niebie, Leiru sunął wśród nich na grzbiecie wiernego gryfa.
-I co ja mam zrobić? -westchnął, Felek spojrzał na niego bystrze i wzniósł się zaraz ponad chmury. Treser, aby się utrzymać musiał wsunąć bardziej dłonie pod specjalnie przystosowaną uzdę i niemal stanąć w strzemionach, twarzą ryjąc w pierzu porastającym głowę swojego towarzysza.
Zrobiło się znacznie chłodniej, Leiru na moment stracił całkowicie dech, ale dzięki temu mógł podziwiać przepiękną gamę barw nocnego nieba, które zaczynało się na ciemnym błękicie, przechodziło w romantyczny kobalt nad jego głową i czarną jak musta kahvi; specjalność mieszkańców pustyni. Musta kahvi, był naparem dodającym siły i sprawiał, że rany szybciej się goiły. Leiru, nie znał wielu zastosowań tego naparu, dla niego liczył się najbardziej smak i aromat, który lubił urozmaicać w różne dodatki.
Felek zanurkował i zaraz powrócili na właściwy do życia pułap. Treser z ulgą zaczerpnął tchu pełną piersią, takie chwilowe oderwanie się od rzeczywistości było przyjemne. Chciał jeszcze zrobić okrążenie nad prowincją, ale coś poczuł – jego nad wyraz wyczulone zmysły, podniosły w jego głowie alarm.
-Wracamy do domu. -dość delikatnie, acz stanowczo naciągnął uzdę i strzemię w prawo. Gryf krzyknął jak orzeł i udrapał powietrze, jakby chciał rozszarpać powietrze. Zanurkował ostro i skierował się od razu do celu.
**

Zeskoczył z grzbietu swojego gryfa i wbiegł od razu do domu, zdziwiona bestia przekręciła parę razy łbem i zaraz ruszyła za nim.
Leiru, chwycił za nóż pozostawiony na parapecie.
-Na zwiędłą rosiczkę w spodniach Gerovita! -wykrzyczał, widząc na swoim krześle postawnego mężczyznę o popielatych włosach. Leiru oparł się o ścianę i odetchnął. -Ty… Ty mnie kiedyś wykończysz. -oznajmił. Odetchnął parę razy głęboko. -Velnias… Co, Ty tu robisz? -zapytał w końcu.
-Dawno mnie tu nie było po prostu. -odparł gość. -Siadaj. -zaprosił tresera do stołu.
-Jak masz taki ton, przechodzą mnie ciarki. -zauważył i nieufnie podszedł do przybysza. -Zawsze jak się zjawiasz, coś mi się przytrafia. Ostatnio przyprowadziłeś tego wariata od diabolikańskiego rumaka. -prychnął Leiru, siadając schował nóż. -Więc jaką masz do mnie sprawę tym razem?
-Zabawne... -mruknął mężczyzna o pięknych rysach. -Daruj mi ton… -powiedział i nagle jego głos z pozbawionego wyrazu i wypranego z emocji, zmienił się w przyjacielski.
-Teraz lepiej?
-Znacznie. -przyznał Leiru. -to co chce persona taka Jak Ty, od kogoś takiego jak ja?
-Jesteś dla siebie surowy przyjacielu. -Velnias, wstał i podszedł do małego ptaszka. -Dowiedziałeś się czegoś prawda? -zapytał i obejrzał się na próg, na którym siadł majestatyczny gryf ze spojrzeniem zdradzającym, że jest gotowym do ataku. -Urocze zwierze. -przyznał.
-To wierzchowiec, a nie pierwszy lepszy burek… -mruknął Leiru i sięgnął dłonią po rękojeść noża. -Skąd pomysł, że czegoś się dowiedziałem? Czego mogłem się dowiedzieć, na tym wygwizdowiu? Poza informacją o burzy piaskowej nie mam żadnych wieści ze świata. A co?
-Wydawało mi się, że miałeś niedawno ciekawego gościa… w mieście mówią, że spiskujesz z czarodziejem, który przybył z pustyni.
-Nie...  nie miałem możliwości poznać. Nie oddawał mi wierzchowca, to nie znam. -puścił nóż, wzruszając ramionami. -A czemu mnie o to podejrzewają?
-Myślałem, że Ty mi odpowiesz. A skąd masz tego ptaszka? -zapytał. -Nie widziałem ich … ymm… -zamyślił się, jakby szukał odpowiedniego słowa. -nigdy.
-Sam się zdziwiłem. Był dość powszechny ale, po wielkiej wojnie jak większość stworzeń, po prostu utracił swoje naturalne środowisko, ten gatunek zniknął. -odparł prosto. -Ale wszędzie zdarzają się wyjątki. -podszedł do znajomego i pogłaskał kryształowe stworzenie.
-Skoro nic nie wierz o magu z pustyni, to nie będę Ci przeszkadzał. -spojrzał stalowymi oczami na tresera, aż tego przeszły ciarki. -Pamiętaj, tylko by nie mieszać się w żadne kłopoty, bo nie zagrzejesz tu miejsca.
Gryf skoczył na równe łapy i najeżając się, krzyknął ostrzegawczo na Velniasa, który zbierał się do wyjścia. Leiru wzruszył ramionami na słowa swojego dostojnego gościa, a gestem ręki uspokoił swojego wierzchowca.
-Jego też pilnuj, bo z jego piór zrobię sobie poduszki. -mruknął, włożył kapelusz z szerokim rondem i przechodząc przez próg domu tresera, jakby rozpłynął się w mroku.
Leiru westchnął ciężko i przysiadł obok gryfa, pogłaskał go po łbie:
-Dziwna istota. Ale nie martw się, My tylko pracujemy i nigdy nie wyściubimy nosa z Naszej nowej farmy. -pokrzepił towarzysza.
Położył się dziś obok Feleka i zerkając na połyskującego w mroku, kryształowego ptaszka. Sądząc po odgłosach z dworu, zbierało się na burze, nie mógł zasnąć. Rozmyślał o słowach Velniasa, a jego instynkt podopowiadał mu, że jego przybycie łączyło się w jakimś sensie z przybyciem pryzmatycznego wróbla.
**
Tymczasem, w niewielkim mieście nieopodal farmy Leiru, Velnias wszedł do karczmy, która zapełniła się przybyszami z wielu zakątków przyjeżdżających tu na targ handlowy odbywający się raz na trzy miesiące.
Koer-kibuvits: tak nazywało się owo miasteczko, prężnie rozwijający się punkt na mapie frakcji „błogosławionych” leżało na szlaku, często przecieranym przez różnorakich poszukiwaczy guza czy jak kto woli; pasjonatów zbierania batów przez potwory zamieszkujące Góry lodu i mniej lub bardziej przychylne do życia rejony. W każdym bądź razie, między innymi dzięki poszukiwaczom skarbów miasteczko miało szansę na rozwój.
Jednak rodowici mieszkańcy tego przytulnego skrawka ziemi nie przepadali za takimi wizytatorami i od tego woleli handel i rolnictwo. Pomimo tego, żaden jegomość ubrany w co lepsze ciuchy albo też taki, co to wygląda jakby dopiero wstał z zarzyganej podłogi nie umknął uwadze mieszkańców. W miasteczku zatrzymał się na dłużej jegomość o zasłoniętej twarzy, ubrany w dziwaczny strój niby do walki, ale nie wyglądający na pancerz, z którymi często wędrowali jemu podobni. Od dwóch miesięcy całymi dniami w karczmie nie gadał z nikim, nie przysiadał się, ani też nie załatwiał żadnych sprawunków w okolicznych kramach, nic więc dziwnego że zaczęły w okół jegomościa krążyć różnorakie plotki, a że najmniej lubianą istotą w okolicy był Leiru, szybko doczepiono łatkę że z nim spiskuje.
Mężczyzna o perłowych włosach rozejrzał się po wnętrzu, wypatrzył w koncie sali nietypowego dla tych okolic wizytatora i dosiadł się do niego. Wywołało to nie mały szum, albowiem Velnias, był szanowanym w okolicy szlachcicem i nie podejrzewano go o koligacenie się z takimi wycieruchami.
-Masz coś? -zapytał od razu, przyodziany w ciemne barwy mężczyzna, nie podnosząc nawet wzroku na dostojnego wzroku.
-Gońcy zostali już wysłani, to potwierdzone. Tego do władcy z gór, odpieczętował łowca.
Rozmówca Velniasa podniósł na niego oczy.
-Zrobi coś z Tą wiedzą?
-Nie wiem, przypomniałem mu o wiążących nas sprawach i raczej nie ruszy się z miejsca.
Przybysz uderzył w stół otwartą dłonią na tyle mocno, że cała ława podskoczyła a istoty ze stołów obok zamilkli i spojrzeli w kąt sali.
-Błąd. Musimy teraz wykminić jak pchnąć go w świat.
-…ymmm… -Velnias zadumał się głęboko. -Jeżeli wieści są takie same jak do pozostałych, to może wyślemy go do wampirów?
-Próbuj, a ja zdam raport Rakshasy…
___
Leiru - odwrócone imię anioła Uriala
Velnias - -litewska nazwa diabła; Velionis-"umarły". 
  Gerovit - Jarowit (w źródłowych zapisach niem. Gerovit, Herovith)
zachodniosłowiański bóg wojny, czczony w Wołogoszczy i Hobolinie
jego imię powstało z połączenia słów jar(o) – „siła, surowość” oraz wit – „pan”.
Rakshasa - zły duch z Indonezji/bóstwo chciwości. 
Felek - z tureckiego; Niebo

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz