czwartek, 3 stycznia 2019

Rada starszych 1/2

Wprowadzono go do jednego z większych budynków w mieście - jak mniemał, jednak w przeciwieństwie do większość miast i to ludzkich w dodatku, gmach rady starszych i starostwa zakonnego mieścił się na uboczu.
Trochę wydało mu się to dziwne, ale nie on był tutaj architektem.
Przeprowadzano go przez korytarz, niestety zrobiono to tak szybko, że mało co wpadło mu w oczy. Jednakże później miał mieć po temu okazje...
Sala do której trafił, zdawała się mieć nieosiągalne wzrokiem sklepienie, choć stalagmity mieniące się purpurą, złotem i szafirem sięgały ścian. Jednakże ich początku, Leiru nie był wstanie dostrzec, jedynie gdzieś, w połowie ich wysokości zawieszone były małe kulki światła, które odbijając barwne mineralne twory, tworzyły majestatycznie opadające, kolorowe promienie na salę, niemal całkowicie pogrążoną w mroku.
Podłoga wyłożona była z szorstkiego materiału, Leiru mógłby dać sobie obciąć obie ręce i grzywę swojego Asperi, za to że ta podłoga, nosiła jeszcze dość wierze znamiona walki.
Zadziwiającym była dla niego ta powierzchnia, zawsze tkwił w przekonaniu że pałace i ważne budowle rządzą się przepychem, a ten z kolei wymusza gładkości po każdym elemencie brzydząc się najmniejszą skazą.
Popchnięty przez strażnika, przystąpił krok w głąb sali. Podłoga niemiło zachrzęściła pod jego stopami, ten dźwięk budził lęk wśród normalnych istot. Jednak stwierdzając, że nic się nie dzieje podszedł o kolejnych kilka kroków, podeszwy w jego butach poległy w starciu z nawierzchnią, pozwalając by ta boleśnie poraniła jego stopy.
Nagle ni stąd, ni zowąd zjawiła się koło niego Ejja, stała na tej samej nawierzchni co Leiru ale poruszała się po niej swobodnie. Zastanowił się czy jest to wyuczona zdolność łowcy, czy po prostu dobrego materiału z którego szewc zrobił jej buty...
Szturchnęła go mało delikatnie do przodu, patrząc spojrzeniem z jakim patrzy się na pełzającego w gnoju robaka. Nie odzywając się do niego, pokazała gestem głowy, aby ruszył przed siebie.
Każdy krok dla Leiru, był wyzwaniem. Czół się, jakby chodził po szkle sklejonym ze sobą i ustawionym ostrymi rantami, tuż pod jego stopami.
W pewnym momencie Ejja kopnęła Leiru, strącając go tym samym z i tak obolałych nóg. Teraz w dodatku poranił sobie kolana i dłonie o podłogę.
-Nie wstawaj psie. -warknęła.
Leiru spojrzał na nią, też klęczała ale zdawała się nie mieć ryski od kaleczącej podłogi.
-Panie, przyprowadziłam więźnia tak jak prosiłeś. -oznajmiła chłodnym, bezdusznym tonem służbisty. Szatyn nie mógł się opanować, by nie podnieść wzroku.
Przed nim, jak gdyby z mroku wyrósł rząd skał, na których siedziały... Masywne istoty o świecących oczach. Z ich ciał wystawały rozmaite kamienie i minerały. Ten do którego zwracała się Ejja, miał mgliste głębokie oczy pozbawione białek. W ogóle, należałoby podjąć trud i się zastanowić czy to stworzenie miało strukturę oka jak przeciętny humanoid.
Leiru dopatrzał się, że się przemieszczają jak mgła nawinięta na szpulkę. Podniósł z charakterystycznym chrzęstem swoją głowę. Przez ten ruch, strącił z siebie kilka mniejszych kamyczków.
-Leiru, co masz na swoją obronę? -zapytał od razu przechodząc do sedna sprawy. Jego głos był specyficzny, nie wydobywał się jak z ludzkiej i ludzkopodobnej krtani, brzmiał bardziej bezpośrednio, jakby o nic nie rezonował.
Leiru długo potem myślał, jak opisać te stworzenia, bo pewnie był jednym z nielicznych istot z zewnątrz, które mogłyby się poszczycić, taką znajomością. Więc aby sobie sprawę ułatwić, opisywał ich na podstawie ludzkich rys. Policzki mocno obwisłe, w taki kształt układały się pociemniałe, granatowe i ciemnozielone kamienie, nos prosty i trójkątny z różowego ametystu, jakby przeciągnięty szlifem w kształcie gruszki z  jasnego kamienia. Za włosy pewnie uważali, nieliczne kępki mchu które niektórym osobnikom powyrastały...
Normalnie na pytanie zadane przez kryształowca, odparłby  że nie wie o co chodzi.
-Nie mam z Tym nic wspólnego. -odparł prostodusznie. -Mieszkańcy wioski oskarżyli mnie o całą sytuacje mnie, bo piłem poprzedniego wieczora z przybyszami.
-To moglibyśmy zrozumieć. -odparł, a z każdym z jego słów wydobywała się mgła, która wirowała i uchodziła wszystkimi możliwymi otworami. Kiedy spadła na dół, Leiru i Ejja poczuli powiew czystego wiatru.
-Ale tego... -sięgnął kryształowymi palcami po kostur, robił to baaardzo powoli, a kiedy już udało mu się go podnieść i nim stuknąć co chyba trwało wieki. W mroku olbrzymiej sali zawisł list gończy... podpisany przez Ambriel.
-Za zagładę miasta i frakcyjnych urzędników dobra i stróżów porządku publicznego... -przeczytał Leiru.
-Jak To wytłumaczysz? -zapytał drugi z rady, jego oczy z kolei płonęły jak magma. Kiedy otworzył powieki nawet pierwsza ostudzona barwa się wykruszyła.
Leiru przełknął głośno ślinę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz