środa, 30 stycznia 2019

Postanowienie

Był zaskoczony, kiedy w końcu po niego przyszli.
-Rada ma dla Ciebie jakieś specjalne oświadczenie. -warknął zbrojny, którym okazała się być Ejja. -Więc nie każ na siebie długo czekać. -rzuciła, otwierając cele.
Kiedy Leiru obudził się na tyle, by zlokalizować źródło dźwięku, stwierdził że jej anatomia wskazuje na chęć zdeptania, takiego pędraka jak on.
Miał ochotę, stwierdzić że odmawia i że lepiej, by było gdyby już nie opuścił ich kazamatów. Ale dźwignął się na nogi, może to przez groźne, wręcz jadowite spojrzenie Ejji?
Uczucie potwornego głodu, dało o sobie znać już kiedy przestąpił pierwsze stopnie schodów.
-Daleko do tej rady? -rzucił, ale zaraz tego pożałował. W plecy wbiło mu się ostrze lancy, którą dzierżyła Ejja.
Milczał przez resztę drogi pogrążony w swoich rozmyślaniach... Jeżeli tak można nazwać, stękanie w myślach i użalanie się nad sobą z powodu obolałych nóg.
Nadziewając się co jakiś na ostrze lancy, Leiru w końcu dociągnął się na sam szczyt schodów.
-Daje słowo, jak wzywają mnie tylko po to, by obwieścić wyrok i będę musiał zejść tam jeszcze raz, zacznę się tarzać po podłodze w ich sali. -mruknął.
-Nie gadać! -rzuciła Ejja, żelaznym służbowym tonem.
* * *
Ledwie strażniczka przewróciła go do klęczek po środku sali, a Merevajk od razu przeszedł do rzeczy. W tym czasie Ejja, postanowiła sobie klapnąć przy wejściu do sali i wiedząc, że to może potrwać wyciągnęła się jak do snu.
-W końcu postanowiliśmy co z Tobą uczynić. -zaczął, sen zaczął sklejać powieki Leiru, kiedy starszy skończył mówić.
Wpadła mu do głowy dziwna myśl, zaczął się zastanawiać czy mogliby go tu ciągnąć z jakiegoś innego powodu? Jeżeli, tak to mógł przypuszczać, że głodzili go nie dlatego, że jest kryminalistą w ich mieście, a takiemu się nie należy. Tylko dla tego, że zapomnieli iż człowiek czasami potrzebuje posiłku.
Wydawało mu się że to najgorszy z możliwych scenariuszy, ale jeżeli sprawy przybrałyby nieciekawy obrót, dajmy na to nie uzyskają od niego informacji, których nie ma a będą przekonani, że jest inaczej. To tak, jak mogli zapomnieć go karmić, tak równie dobrze mogli zapomnieć, że człowiek czasem musi nabrać powietrza. 
Z takimi istotami lepiej nie ryzykować - stwierdził do siebie. Musiał więc na każde ich pytanie odpowiedzieć z rozwagą i nawet nieszczerze - jeżeli wymagała by tego sytuacja.
-Słucham więc wyroku. -powiedział w końcu.
Kryształowiec podniósł ciężko
dłoń. 
-Nie tak szybko. Dostaliśmy nowe informacje o Twoich zdolnościach. Chcielibyśmy się dowiedzieć, po kim masz zielone oczy?
Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, że będą go wypytywali o rodzinę i pochodzenie. Uznał, że ktoś nad nim czuwa i winien był tej istocie wdzięczność.
-Po ojcu, był łowcą z bastionu Hez... -powiedział po chwili milczenia.
Ejja, przestała zajadać swój posiłek, który w międzyczasie ich rozmowy zdążyła sobie przygotować i spojrzała na tresera badawczym wzrokiem. Skoro jego ojciec, był z Hez to mogło by wiele wyjaśniać, między innymi zdolność utrzymania przy sobie tak niesfornej bestii jak Asperi.
Rada również milczała czas jakiś, a to milczenie wywołało u Leiru niepokój.
Zdążył się uspokoić i nie zauważył kiedy jego głowa opadła na klatkę, a rada wciąż milczała.
-Dokonaliśmy pewnych nowych ustaleń. -głos Yukata i specyficzny zapach jaki bił od jego oddechu, wyrwał Leiru ze snu.
-Obligujemy Cię do wstąpienie w szranki zakonu łowieckiego, kryształowego miasta. -powiedział rzeczowo Safaia.
Kolejna rzecz zaskoczyła Leiru, oferowali mu naukę w zakonie...
-A co jeżeli odmówię?
Wszyscy poza Altinem, zaczęli znów szeptać do siebie.
-Zginiesz złożony w ofierze, ale nie tak jak sobie myślisz... Będziesz szedł na ofiarną tacę, ze świadomością że zniszczyłeś to miasto i zaważyłeś na losach całej frakcji.
Cóż biedny treser miał począć? Może, miał w nosie wszystko inne poza jego osobą i zwierzyną, ale skoro już miał umierać... Poza tym, chciał się dowiedzieć skąd, tak nagła zmiana rady. Jeszcze kilka dni wcześniej, szarpali by go pojedynczo każdy swoją mocą. A dziś co?
Coś nie pasowało mu w tej układance... - podrapał się z frasunkiem po głowie.
-Co będę robił za murami zakonu? -zadał, zdawało mu się głupie pytanie, kiedy szedł za plecami Ejji, która już zdążyła zmienić łaszki na bardziej cywilne wdzianko.
-Wyrywać niewiasty i nadstawiać gębę do klepania. -odparła wrednie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz