-Nie o to chodzi, coś zmalował, że to wszystko się wydarzyło i nie próbuj kłamać, bo zginiesz najboleśniejszą śmiercią jakiej sobie nie wyobrażasz. -zagroził, bulgoczącym głosem.
Po plecach Leiru przebiegł dreszcz wątpliwości - Czyżby, nie pytali o jego winę? Zadumał się głęboko, cofnął się w myślach do chwili kiedy wszystko zaczęło lecieć w gruzy. A wszystko to zaczęło się sypać, kiedy... Oczy mu się nagle rozszerzyły. Kiedy przybył do niego pryzmatyczny wróbel i go odpieczętował... Ale, ta cała afera... ulicę Koer zmienione w krwawe rzeki, strażnicy Boskich praw powieszeni na bramie, na własnych trzewiach. Tylko za rozkaz do strażnicy w górach, przelano tyle krwi? Za nic w świecie, nie chciało to dojść do Leiru.
-Chodziło... -zaczął niepewnie. Odetchnął mocno. -O wiadomość kierowaną do generała, siedzącego w strażnicy w Górach lodu.
Ejja, spojrzała na niego zaskoczona, spodziewała się czegoś z goła innego, choć musiała przed sobą przyznać, że wyglądał na takiego ciapciaka, że ciężko by było jej oskarżyć go o coś więcej niż podstawienie nogi, jakiemuś z nielubianemu ważniakowi z rodzinnych stron. A tu! heca w skali frakcyjnej.
Szmer przeszedł pomiędzy starszymi, ich ciała mieniły się różnobarwnymi klejnotami.
-Jak ona brzmiała? -zapytał, jegomość o jadeitowych oczach, Leiru sądził że już żaden członek rady go nie przerazi, a jednak... Przeszedł go dreszcz, ta wściekła zieleń była jak trucizna.
-"O was martwimy się najbardziej, po krwawej pełni uwaga naszej Pani jest rozerwana na wszystkie strony. Z jej polecenia macie uszczelnić granicę i zwiększyć ilość straży w mieście. Ze szczególną uwagą przyjrzyjcie się Górą lodu, spodziewamy się rebelii od ICH strony.
Pani Światła"
Leiru wyrecytował słowa z odpieczętowanego ptaka.
Kolejny szmer przeszedł po zebranych, znów runęło kilka kamieni mniejszych, większych i pociągnęły za sobą co kruchsze części skał.
Spojrzenie jednego z nich, padło na Ejje.
-Jesteś, na razie aresztowany. Muszą zweryfikować Twoje informacje.
-Czyli... -podjął Leiru.
-Zamknij się i idź. -warknęła Ejja, prowadząc go na powrót po kaleczącej nogi nawierzchni. O nic więcej nie pytał, wiedział że i tak nie zostanie wysłuchany, a co najwyżej napyta sobie biedy.
Kolejny szmer przeszedł po zebranych, znów runęło kilka kamieni mniejszych, większych i pociągnęły za sobą co kruchsze części skał.
Spojrzenie jednego z nich, padło na Ejje.
-Jesteś, na razie aresztowany. Muszą zweryfikować Twoje informacje.
-Czyli... -podjął Leiru.
-Zamknij się i idź. -warknęła Ejja, prowadząc go na powrót po kaleczącej nogi nawierzchni. O nic więcej nie pytał, wiedział że i tak nie zostanie wysłuchany, a co najwyżej napyta sobie biedy.
Po wyjściu z sali, szarpnęli go znów strażnicy.
-Sam pójdę! nie musicie mnie popychać ani ciągnąć. -burknął. Ich spowite kamienną powagą twarze, nie drgnęły nawet. Szedł z trudem, stopy odmawiały mu posłuszeństwa, bowiem z każdym krokiem uchodziła mu z nich krew. Kiedy zobaczył schody, wiodące w dół... pokręcił głową.
-Nie. -powiedział niemal płaczliwie. Nogi już mu się trzęsły pod ciężarem ciała, a co dopiero jakby miał schodzić...
Strażnik pchnął go mocno, tak że Leiru stracił równowagę i przekoziołkował po stopniach, aż dotarł na półpiętro. Zbrojni zeszli powoli i czekali aż treser się podniesie, jednak jego poobijane ciało, odmawiało posłuszeństwa. Podciągnęli go za ramiona i na wpół przytomnego ściągnęli go ze schodów i wrzucili do podmokłej celi.
To zdecydowanie nie był najlepszy dzień dla Leiru...
-Sam pójdę! nie musicie mnie popychać ani ciągnąć. -burknął. Ich spowite kamienną powagą twarze, nie drgnęły nawet. Szedł z trudem, stopy odmawiały mu posłuszeństwa, bowiem z każdym krokiem uchodziła mu z nich krew. Kiedy zobaczył schody, wiodące w dół... pokręcił głową.
-Nie. -powiedział niemal płaczliwie. Nogi już mu się trzęsły pod ciężarem ciała, a co dopiero jakby miał schodzić...
Strażnik pchnął go mocno, tak że Leiru stracił równowagę i przekoziołkował po stopniach, aż dotarł na półpiętro. Zbrojni zeszli powoli i czekali aż treser się podniesie, jednak jego poobijane ciało, odmawiało posłuszeństwa. Podciągnęli go za ramiona i na wpół przytomnego ściągnęli go ze schodów i wrzucili do podmokłej celi.
To zdecydowanie nie był najlepszy dzień dla Leiru...
* * *
Rada starszych rozprawiała długo, rozwodząc się nad sprawą tresera, od którego otrzymane informacje przyjęli za dobrą wróżbę.
-Sądzisz, że bez tak oczywistych słów Ambriel, sobie nie poradzą? -zapytał jadeitowy.
-Emeraldzie, zależy kogo ma na stanicy. Ale nie to jest istotne, a to dla czego uparła się na Wampiry lodu?
-Altin. -odparł gość, któremu zionął ogień z paszczy. -To sprawa zapalna, zawsze. Ale puki nie padły informacje o rewolucji... -odetchnął gorącym powietrzem. -Możemy być spokojni.
-Sądzisz, że bez tak oczywistych słów Ambriel, sobie nie poradzą? -zapytał jadeitowy.
-Emeraldzie, zależy kogo ma na stanicy. Ale nie to jest istotne, a to dla czego uparła się na Wampiry lodu?
-Altin. -odparł gość, któremu zionął ogień z paszczy. -To sprawa zapalna, zawsze. Ale puki nie padły informacje o rewolucji... -odetchnął gorącym powietrzem. -Możemy być spokojni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz