wtorek, 22 stycznia 2019

Sally 1/2

Sprawa Leiru, skupiła na sobie oczy wielu ludzi w tym i klasę średnią, czyli głowy zakonu. Jego informacje oraz te spływające do Kryształowego miasta ze świata, budziły dziwny rozruch w mieście. Nawet w podziemnych kazamatach, głównego ratusza dało się tą energię wyczuć.
Leiru, słyszał rozmowy strażników, odbywały się szeptem więc niewiele dochodziło do jego uszu. Ale wyczulone zmysły, pozwoliły mu na wyczucie nastrojów panujących pomiędzy nimi.
-Mogę wiedzieć, co mnie czeka? -zapytał, stłumionym głosem treser. Zdało mu się, że przez jego gardło nie chce przepłynąć żaden dźwięk.
Odpowiedź dostał w postaci, uderzenia pięknej srebrnej lancy o rozdwojonym ostrzu w kraty i groźnym mruknięciu strażnika. Treser westchnął zrezygnowany.
Siedząc w celi, mógł spokojnie powyciągać drobinki ostrych kryształów, które wbiły się brutalnie w jego stopy i golenie. Koszula i tak już się do niczego się nie nadawała, więc zrobił sobie z niej opatrunki.
***
W księżycową noc, nad Kryształowym miastem, nad którym unosiła się aura niepokoju i wyczekiwania, doszło do ciekawego spotkania.
-Czujesz to? -zapytała stojąca postać, która skryła się w świetle sierpowatego księżyca, który wisiał na mrocznym niebie, niczym katowski topór na karkiem skazańca.
Od gór powiał mroźny wiatr.
Siedząca nieopodal postać, której oczy zalśniły złowrogim, złotym balaskiem przestała strugać kawałek drewna i spojrzała z góry na miasto.
-Eee... Jest zbyt cicho. -stwierdził zachrypniętym głosem. Milczał dość długo. -Zamierzasz się w to mieszać?
-Hmm... -stojąca na konarze postać, założyła ręce na piersi. Opuściła lekko głowę. -A, informacje które mi przynosisz są pewne?
Prychnął.
-Jak możesz Mi nie wierzyć? -zapytał, ale w jego głosie nie dało się wyczuć, żadnych emocji. -Sam widziałem jak wchodził na pokład.
Westchnęła opuszczając lekko głowę, jak gdyby zamieniła się w kamienny posąg. Wiatr zawiał mocniej i zdmuchnął jej kaptur, spod materiału uwolniły się piękne, włosy sięgające nieco za ramiona. Ich głęboka choć jasna barwa, przykuwała oczy. Zielone niczym szmaragdy.
-Chcesz tu zostać, czy ruszysz do siebie? -zapytała, po chwili.
Oparł się o drzewo.
-Hmm... -zadumał się. -Jeżeli masz zamiar reagować, to zostanę. Takie sytuacje nie zdarzają się często. -przyznał.
Zaciągnęłam kaptur na głowę.
-Dobrze więc, jutro zacznę działać. Ten treser, może się nam przydać... Brakuje nam mięsa, które możemy poświęcić. -stwierdziła, poprawiła również materiał, zasłaniający jej twarz.
-Chcesz go trenować?
-Niewykluczone, że podsunę im ten pomysł. -odetchnęła i czyniąc lekki krok do przodu, spadła z drzewa. Jej towarzysz, w ogóle się tym nie przejął.
* * *
Na powierzchni, poruszenie uspokoiło się. Zapanował dziwny spokój na ulicach i w sercach mieszkańców kryształowego miasta.
A wszystko przez, zjawienie się mrocznej postaci. Zakapturzona, drobnej postury zdawać by się mogło, ale porządnie uzbrojona. Szła w pełnym słońcu i spokojnym krokiem, kierując się do głównego ratusza.
Głownia jej miecza, zdobiona szmaragdami i inkrustowana złotem, błyszczała i widocznie odróżniała się od reszty stonowanego stroju przybysza.
Nie pytał o zgodę na wejście do ratusza - nie musiał. Wiedział doskonale gdzie i po co idzie, a wszyscy zbrojni, byli zdumieni jego obecnością. Otrzymali zakaz zbliżania się do przybysza, do czasu przybycia Ejji, inaczej mogłoby się to skończyć rzezią strażników.
Zazwyczaj, rada starszych w której zasiadali kryształowcy - konstrukty, twory z minerałów, kamieni szlachetnych i podobnych substancji. Była mozolna, cóż ruszyć cielsko o masie kilkuset kilogramów to nie lada wyczyn, a oni skąpili wszelkich zbytecznych ruchów.
Tak tera, poderwali się z siedzeń, aż kryształowa sala się zatrzęsła. Ostra podłoga pękała, a ze ścian gęsto się sypały kamienie.
-Witam, cóż za żywiołowe powitanie. -powiedziała aksamitnym i bardzo spokojnym tonem kobieta, krocząc powoli po sali, w stronę starszyzny.
-Miałaś się tu więcej nie zjawiać! -wybuchł od razu jadeitowy.
-Ale nie musicie od razu gryźć... chciałam z wami pokojowo porozmawiać. W interesach przyszłam. -oznajmiła podnosząc lekko dłonie. Wzięła swój miecz w garść, rada się napięła i coś zaczęła mruczeć, ale przybyła z wrednawym uśmiechem, rzuciła swoją broń na podłogę.
-Widzicie? nie mam złych intencji.
Ich emocje nie opadły, wręcz przeciwnie. Słowa przybysza ich zaniepokoiły.
-Czego chcesz? -warknął na dziewczynę, Altin. Odwróciła na niego spojrzenie, na jej jasnej twarzy, doskonale była widoczna materiałowa, czarna, koronkowa maska imitująca lisi pysk. Otworzyła swoje oczy, złote... jak płynna siarka, czerwonawe przy pionowej źrenicy. Złowrogie... Zatrwożyły nawet kryształowca.
-Mamy wspólnego wroga drodzy bracia. -rozłożyła ręce. -Altinie, Emeraldzie, Yakut'cie, Safai. -jej wzrok padł na ostatniego członka rady, najwyżej usytuowanego. -Merevajk'cie. -przytknęła dłoń do piersi i lekko schyliła swój kark.
Dla rady, była to historyczna chwila, którą przerwało niespodziewane wkroczenie Ejji.
-Co Tu robisz?! -wrzasnęła od progu. -Tym razem Cię dopadnę! -oznajmiła, obracając swoją lance.
-Ehh... -westchnęła dziewczyna. -Możecie uciszyć, tą szczekającą sucz? drażni mnie. -powiedziała, nie za bardzo przejmując się groźbami, rzucanymi pod swoim adresem.
Część rady, zaczęła niespokojnie pomrukiwać, aż odezwał się Merevajk.
-Spokój... Ejja -mówił długo i ciężko. -Sally... nie mamy w zwyczaju słuchać bestii, ale tym razem zrobimy wyjątek. Co masz nam do przekazania? -pytał, pytał na tyle długo, że na zewnątrz zdążył zapaść zmrok.
Ejja, była zaskoczona, słowami przewodniczącego rady, zabolały ją jego słowa. Przyzwolił bowiem, aby panoszyła się po jej terenie ta dzika bestia... Gdyby potrafiła. Wypaliłaby dziurę w plecach Sally. A tak, pokornie, odstąpiła od zamiaru podjęcia i tak bezsensownej walki.


___
Altin (tur) -złoto 
Emarald (ang)- szmaragd
Yakut (turke)- rubin
Safaia (jap)- szafir
Merevajk (esto)- bursztyn

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz