środa, 23 stycznia 2019

Sally 2/2

-Wstawicie tego tresera do zakonu. -powiedziała, prosto bez najmniejszych zahamowań.
Kolejny szmer rady, kolejne kamienie zwalone na wielobarwną posadzkę. Ejja, również się podniosła, wpatrując się w zdumieniu w plecy Sally i zachodząc w głowie, jak powiązany jest ich skazaniec z tą personą? I jak Ona śmie, stawiać Takie warunki?  Ejja nie mogła zareagować, wiedziała, że to by nic nie dało.
Pomimo tego, że bardzo chciała zobaczyć jak spada jej głowa z barków wiedziała, że z taką siłą nie ma szans...
-A, do czego On nam jest potrzebny? -zapytał Yaktu, widząc że przewodniczący starszyzny nie kwapi się do zadania podobnego pytania.
-Jak już mówiłam, mamy wspólnego wroga i wspólny cel. Chcemy podniecić ogień rebelii jaki tli się w sercach Lodowych Wampirów, w tej części świata sprowadzonych do roli wieśniaków. A ten chłopaczek ma potencjał i jest na tyle nierozgarnięty, że można go wykorzystać jako narzędzie.
Kolorowe oczy rady, zwróciły się ku sobie na wzajem. Wyglądali jakby o czymś rozmawiali, ale nikt nie mógł odgadnąć treści ich rozmów.
-Rebelia... -zaczął Merevajk, siedzący przy środku ściany. -Odwróci uwagę od łowców, a skoro puszczono za nim pałacowe psy gończe, pani światła zajmie się jego obecnością w górach. Ale... jaki, Ty masz w tym cel? -zapytał i wbił w nią swoje błyszczące miodne oczy. 
-Ja? ja będę mogła swobodnie zajmować się swoimi sprawami. -przyznała, prostodusznie unosząc lekko ramiona.  
Potężne, toporne zasłonięte nalotem palce zacisnęły się na kamiennym tronie, wykutym wprost ze skały.
-Jakie to sprawy? 

Wyciągnęła palec w ich stronę, na ten gest Ejja przyszykowała się do obrony majestatu rady. Pokręciła nim.
-E, e, e... nie tak szybko. Nie mam gwarancji, że po zapoznaniu się z moimi planami nie zaniechacie współpracy. -spojrzała na nich bystrze swoimi przerażającymi oczyma.
-Czyli jak się zgodzimy mamy się obawiać, że pewnego pięknego dnia po prostu zniszczysz nasze miasto?
-Mogę ręczyć, że nie. Nie ma was w moich planach, a moje słowo to słowo wieczne. Powinniście dobrze o tym wiedzieć... Rodzice. Chyba tak was powinnam tytułować nie? -przechyliła drapieżnie głowę.
Nieprzyjemna cisza zapadła w sali, to był ten rodzaj ciszy której nie ośmielił się zakłócić najmniejszy jęk wiatru.
-Masz racje, skoro klniesz się na honor. Choć to śmieszne w dzisiejszych czasach... Dziwnie tak robić interesy, w ciemno. -stwierdził
Safaia, opierając głowę o rękę.
-Niech więc wam będzie... -zmrużyła oczy. -Powiem wam tylko tyle, że znikam z Tej frakcji, zarówno Ja jaki moi pobratymcy. Afera, w górach jest nam bardzo na rękę, abyśmy mogli w spokoju działać.
-Heh... nie mogłaś tak od razu Sally? -zapytał najłagodniejszy z nich wszystkich Yakut.
-Hmpf, dawno z wami nie rozmawiałam. Przyjemnie było was znów usłyszeć...
-Wszystkiego najlepszego. -odezwał się nagle Merevajk.
-Heh, do moich dwusetnych jeszcze dziesięć lat. Mimo to, dziękuje... -skłoniła się elegancko. -Jeżeli, dopełnicie moich warunków, więcej o mnie nie usłyszycie. -z tymi słowy odwróciła się nie czekając na ich odpowiedź i zaczęła powoli wychodzić.
-To już dwieście lat... ehh... w dorosłość wchodzi, a wciąż niepoprawna. -westchnął któryś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz