niedziela, 18 listopada 2018

Demon lasu 2/2

Zwinny zamaskowany wybawca Leiru zeskoczył na dno uskoku, podniósł rękę tresera do swoich oczu, nie bacząc na stan szatyna. A mógłby być nieco milszy, albowiem Leiru właśnie umierał, nie znał tego uczucia, to było tak jakby coś wysysało z niego siły witalne.
Pozostali zamaskowani jegomoście doskoczyli do swojego kompana.
-Musimy unicesstwić Tego Hanh-Saburo zanim ten odda ossstatni dech. -powiedział, albo raczej wysyczał i puścił rękę Leiru. -To tego czasssu radzę go związać. -powiedział gadzio przechylając łeb.
-Ty tu jesteś kapłanem. -odpowiedział lider grupy.
Leiru chciał zaprotestować kiedy wiązano go do drzewa, ale szarpała jego duszą jakaś nienaturalna siła obca mu zupełnie.
-On Ją tu przyzwie! Zakneblujcie go! -rozkazał. Ale na ten ruch było już za późno... Po całym lesie rozległy się głośne wołania Lupilorów - leśnych wilków. Były dobrze zorganizowane i nie sposób było je oswoić. Tworzyły liczne watahy, ale nie były bezrozumnymi bestiami wielkości średniego człowieka. Najważniejszy w stadzie, był szaman jednocześnie wódz całej sfory. Poza wyrastającą z jego futra roślinnością, która z wiekiem matowiała i całkowicie zastępowała futro, alfa posiadał małe rogi. Wyrastały mu jak nagie drewno ze łba, tuż koło uszu i rosły w szpic zakręcając się nieco po drodze.
Niżej w hierarchii byli wojownicy. Charakterystyczne bestie o smołowatej sierści poznaczone karmazynowymi plamami. I to głownie oni stawiali się do walki oraz na wezwania istot mogących kontrolować umysły. Wśród Lupilorów występowali także zbieracze i obserwatorzy - Ci ostatni to najciekawszy motyw. W całej grupie istniał jeden maksymalnie dwóch obserwatorów, bezpośrednio podlegający pod władzę szamana, rodzony ze skrzydłami. Ich liczebność i umaszczenie nie było pewne, ale znany badacz i obserwator natury, zauważył, że jeden z tych skrzydlatych przyjemniaczków jest białej maści.
Więcej o tych wspaniałych zwierzętach nie wiadomo...
-Wytropiły nas! -oznajmiła dziewczyna, kiedy dudnienie ziemi nasiliło się w koło miejsca ich pobytu.
-Ja i Hoe ściągniemy ich uwagę... reszta bić Hanh! -zakomenderował syczący, kiedy wyskoczyli z dołu, szaman odrzucił swój płaszcz i ustawił do ataku wywijając swoją laską jak batutą. Wyciągnął drugą dłoń spod płaszcza i wygiął swoje jaszczurcze szpony w smoczą łapę.
-Na moc nadaną mi przez Shasherę... Skrusz się i ukorz, przed najpotężniejszym... -Wyciągnął dłoń o specyficznym ułożeniu w tył. Złote litery spowiły ciało czarodzieja i układały się w ciąg zdań przed jego laską. -Władco ognia..., Władco dymu..., Władco zniszczenia... otwórz swą bramę przede mną i zniszcz oddechem Tych co na Twej drodze stoją. Smoczy oddech! -rzucił zaklęcie, którym podpalił krwawe futra wojownikom Lupilorów.
-Na szczęście nie ma alfy. Znaczy że bestia nie jest zbyt silna. -odetchnął Hoe, zakładający ze spokojem swoje, białe aksamitne rękawiczki. -Idę pomóc reszcie, ze zwykłymi wojownikami powinieneś sobie poradzić Ates. -Zdjął swój ciemny płaszcz, pod którym krył się strój arystokraty. Blade i gładkie jak porcelana lica, przyozdobił cienki uśmiech trupiosinych ust. Wyciągnął swoją szpadę, jednocześnie rzucając sztylet do którego była przymocowana srebrna żyłka wysoko w pień drzewa. Siepał lupilory, które na niego skakały jak krowa odgania ogonem natrętne muchy.
Hanh, stawiała czynny opór ale powoli przytłaczająca siła najeźdźców, zaczęła się jej przykrzyć. Wysysała jedno życie, to trwało za długo i za późno przynosiło efekty.
-Odsuńcie się! -oświadczył i skoczył ku leśnej bestii z jarzącymi się na czerwono ślepiami i alabastrowymi włosami połyskującymi na kobaltowy kolor.
-Eje! -dziewczynę z ekipy złapał partner i przyciskając ją do swojej piersi, schował się za drzewem.
Niewyobrażalny chłód przeszył ich ciała, liście łamał najmniejszy podmuch.
-Noo... -odetchnął Hoe, i stuknął palcem w zamarzniętą figurkę, spadając rozpiła się na kawałki. -Myślałem, że będzie silniejsza. -przyznał lekko zawiedziony. -Weźcie se z niej co chcecie. -powiedział i spokojnym krokiem podszedł do najbliższego pnia, by sobie usiąść. Nie tylko demon lasu był zamarznięty, cała okolica pokryła się szronem i lodem. Liście i drobne gałązki pękały, jak nie od samego efektu to od najmniejszego podmuchu wiatru.
Jednemu z ludzi odpadły palce.
-No i będę musiał doszyć nowe. -stwierdził zrozpaczony.
Lupilory przestały być w amoku i kiedy Hanh przestała je kontrolować, zwyczajnie stanęły w miejscu i zawyły donośnie. Szaman Lupilorów dotychczas w ukryciu, spojrzał na drogę i kiwnął przyjaźnie do Asperi. Zawył nieco delikatniej od kompanii i uskoczył w las.
Ates zobaczył tylko rogi lupilorowego szamana i wyjść nie mógł z podziwu, że ten nie podjął walki tylko zwołał swoją brać i odszedł.
Zaraz jeszcze większe zdziwienie go ogarnęło, bo oto drogą spokojnie sunął wichrowy i nie ujarzmiony rumak - przynajmniej Ates, takowego cuda nie spotkał.
Ryzgar, buznął swojego właściciela pyskiem. Ale Leiru się nie poruszył, pomimo że stwór był zamarznięty, treser wciąż tkwił zatopiony w swojej duszy usiłując ją wyszarpać owej nieznanej sile.
-To jego koń? -zapytała Eja.
-To nie koń... to Asperi. -wyjaśnił Hoe. -Prawda? -zwrócił się do Atesa.
-Choć nie mogę w to uwierzyć i pewnie Ty w to nie uwierzysz... To legendarny, nieujarzmiony rumak wichrów, ze szczytów Gór lodu. -przyznał.
Zapadła głęboka cisza.
-Nie da się zapewne odciągnąć od swojego właściciela... -zadumał się Hoe, zakładając nogę na nogę. -To może weźmiemy go do nas. W sensie, że tego chłoptasia. Jeżeli się nam do niczego nie przysłuży, zrobimy z niego paszę co Wy na to? -zaproponował.
-Nie widzę przeszkód. -odparł Ates, zasłaniając swoją gadzią skórę czarnym płaszczem.
-No dzieciaki, słyszeliście co mówił kierownik wycieczki? brać tego chłystka i prowadzimy go do nas. -oznajmił wstając.
-A koń? -zapytał chłopak bez palców.
-Pójdzie za nami o ile to nie chwilowe zauroczenie jeźdźcem. -wzruszył ramionami. -W każdym układzie, nie nakładać uzdy ani się nie zbliżać, bo może być niebezpieczny.


___
Hanh Saburo - Demony-wampiry z wierzeń Indyjskich. Żyją w lasach i poddane im są wszystkie psy. Zwabiają podróżników do lasu i tam ich atakują.
Lupilar - z romskiego Wilk
Ates (czt. Atef) - z Tureckiego Ogień

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz